|
Wiktoria Kryszczuk ze wzruszeniem ogląda pożółkłą fotografię. Pod
nosem mruczy „Hej strzelcy wraz, nad nami orzeł biały...”. – Taką piosenkę
śpiewali jak szli paradnie. A mój mąż, to ten pierwszy z lewej, ten który trzyma
się za szczękę – wskazuje palcem mężczyznę w strzeleckiej czapce. Ten strzelec
odróżnia się od stojących karnie w szeregu mundurowych
Fotografię wykonano na placu, przed kościołem w Tyszowcach. Jaka to była uroczystość? Może 11 listopada? Niewykluczone, bo wszyscy odziani są w jesienne palta.
- Pamiętam, że Ignacy poszedł na tę zbiórkę strzelców z bolącym zębem. Żalił się, że ząb boli go niemiłosiernie. Prawie cały czas ściskał i masował szczękę – opowiada Kryszczuk.
Ignacy Kryszczuk, na co dzień pracował w tyszowieckim Sądzie Grodzkim jako protokolant. Do strzelców wstąpił jeszcze w szkole. Ze związkiem nie rozstał się po zakończeniu edukacji. Przez pewien czas był nawet funkcyjnym w tej organizacji.
Żaden wódki nie pił Członkowie „Strzelca” najczęściej wspominają jednak
charyzmatycznego, o nieco azjatyckich rysach twarzy Feliksa Szuberta,
nauczyciela ćwiczeń cielesnych. To on był komendantem „Strzelca” na terenie
gminy Tyszowce (przez pewien czas także komendantem powiatowym). Jako
podporucznik, w 1914 roku wyruszył na front z I Brygadą Kadrową z Oleandrów. Po
odzyskaniu niepodległości osiadł w Tyszowcach. Swoją powierzchownością umiał
zjednać sobie młodych ludzi. Podczas kampanii wrześniowej 1939 r. - tak jak
wielu oficerów służących na wschodnich krańcach Rzeczpospolitej - trafił w ręce
Sowietów. Został zamordowany przez NKWD w Katyniu.
-
Komendant Szubert wiele nas nauczył. Choćby śpiewać i tańczyć. Z tych chłopaków
na zdjęciu żaden ani wódki nie pił, ani tabaki nie palił. Co wieczór organizował
nam zebranie, jakieś zajęcia i potańcówki z dziewczynami. Wie pan, że zacząłem
palić mając dopiero 36 lat – mówi Edward Czarnecki.
Jednym z głównych elementów wychowania młodzieży w „Strzelcu” było przeszkolenie wojskowe. Młodzież zaznajamiała się z bronią, musztrą, uczyła walczyć na bagnety, znosić trudy długotrwałych marszów. Kształtowała dyscyplinę. Obowiązkowo członkowie „Strzelca” jeździli na tzw. koncentracje. Miały one najczęściej formę terenowych manewrów techniczno-obronnych. Przez to oddziały Związku Strzeleckiego należały do najlepiej wyszkolonych tego typu paramilitarnych organizacji w Polsce międzywojennej.
- W Tyszowcach mieliśmy własną strzelnicę, zlokalizowaną obok cmentarza. Usypano ją w czynie społecznym. Tam ćwiczyliśmy ostre strzelanie. Wcześniej bywało, że ćwiczyliśmy w jarach na Krynicy za kościołem – opowiada Stanisław Kopytko.
- Inicjatorem budowy strzelnicy był Józef Zarębski, członek POW i przedwojenny wójt gminy. Tam gdzie powstała, były wcześniej tylko dwa wały. Często idąc na strzelnicę przechodzili w pobliżu naszego domu, w tych zielonych bluzach, przypominających mundury legionistów Piłsudskiego i w spodniach bryczesach. Zawsze ze śpiewem na ustach – dopowiada Leopold Grzybowski.
Dziś po strzelnicy nie ma już śladu. Została zlikwidowana na początku lat 90. Tam gdzie była znajduje się cmentarz z kaplicą.
My pierwsza brygada
Danuta Jachymek pamięta, że jej ojciec Józef Czarnecki, żołnierz AK i WiN po wojnie, zawsze na 11 listopada chodził demonstracyjnie po podwórku i pogwizdywał sobie „My, pierwsza brygada”. - Ojciec przed wojną był zastępcą komendanta „Strzelca”. Ta
miłość do Piłsudskiego mu została do końca życia. W domu wisiał obraz Marszałka
Piłsudskiego – opowiada Jachymek.
Związek Strzelecki
miał bowiem nie tylko przysposabiać młodzież do obrony ojczyzny, ale także
kształtować jej obywatelski charakter w duchu tradycji narodowych i religijnych.
Duże znaczenie przywiązywano do obchodów świąt państwowych, wojskowych i
religijnych. Strzelcy na tych uroczystościach zawsze występowali z bronią
(rodziło to często niesnaski z nastawianymi antysanacyjnie duchownymi, którzy
zabraniali mundurowym wchodzić z bronią do świątyni). Uroczystości takie
odbywały się co roku: 19 marca (dzień imienin Marszałka Piłsudskiego), 3 maja
(święto Konstytucji 3 maja), 6 sierpnia (obchodzony jako dzień wymarszu do walki
Pierwszej Kompanii Kadrowej), 15 sierpnia (święto Wojska Polskiego), 11
listopada (Dzień Odzyskania Niepodległości).
Wiele
uwagi poświęcano organizowaniu obchodów rocznic polskich powstań narodowych. Z
tej okazji strzelcy przygotowywali występy orkiestr, chórów, teatrzyków
amatorskich, ze stosownie dobranym repertuarem. W małych miasteczkach i wioskach
były to, oprócz nabożeństw, główne akcenty świąteczne.
Stanisław Kopytko pamięta te uroczystości. Niejeden raz sam prowadził strzelców w paradnym szyku do kościoła. Kiedy odsłużył wojsko w 45 Pułku Piechoty w Równem, wrócił do Tyszowiec i został kapralem w „Strzelcu”.
- Urządzaliśmy pokazy musztry. Strzelcy byli obecni na każdej defiladzie. Pamiętam, jak którejś Wielkanocy, w czasie rezurekcji staliśmy w mundurach na placu przed kościołem. Kiedy szła procesja, komendant Feliks Szubert wydał komendę: „Baczność! Ładuj broń! Pal!” i rozlegała się salwa. Tak trzy razy w górę strzelaliśmy. Nasz kolega, Stachu Szyprowski rzucał gdzieś trochę dalej jakieś granaty. Waliły, że aż ziemia dudniła – wspomina Stanisław Kopytko.
Strzelecki wzór
Osiągnięcia tyszowieckich strzelców doceniała też prasa. Oczywiście ta rządowa, powiązana z obozem sanacyjnym. „Energia z jaką Tyszowce pracują w myśl wskazań marszałka
Piłsudskiego winna być przykładem dla innych oddziałów Strzelca” – pisał w 1930
r. reporter pisma „Ziemia Lubelska”. I relacjonował dalej, że „oddział
strzelecki w Tyszowcach od dawna osiągnął w powiecie wysoki poziom rozwoju pod
względem przysposobienia wojskowego. Pomyślny rozwój zawdzięczać może tej
okoliczności, że w skład oddziałów wchodzi przeważnie młodzież inteligencka,
m.in. prawie wszyscy urzędnicy sądowi i nauczycielstwo. Obecnie działalność
związku przybiera bardziej wszechstronny kierunek. W początkach września
zorganizowana została planowa praca, wspólna dla oddziału żeńskiego i męskiego w
świetlicy oraz została uruchomiona sekcja teatralna i chór”.
Dziennikarz zachwalał też, że „oddział miejscowy doszedł
własnymi siłami do umundurowania, wysłał dwie strzelczynie na kurs do
Pasiecznej, celem podniesienia wydajności pracy w oddziale żeńskim. Obecna praca
wre nad utworzeniem orkiestry dętej, na co przeznaczono cały dochód z
przedstawienia”.
Wiktoria Kryszczuk te amatorskie przedstawienia, reżyserowane przez profesora Szuberta wspomina z rozrzewnieniem.
- Grałam w sztuce „Karpaccy górale” oraz „Jak kapral
Szczapa wykiwał śmierć”. Na tę pierwszą sztukę kostiumy wypożyczaliśmy aż z
Podhala: peleryny, spodnie, kapelusze, ciupagi. W tym drugim spektaklu grałam
komendantkę. Występowałam w mundurze, z furażerką na głowie, strzelałam ślepymi
nabojami z karabinu przez okno, aby ludzie się zbytnio nie przestraszyli. Ignacy
Kryszczuk, późniejszy mój mąż, grał kaprala Szczapę. Te przedstawienia
poprzedzone były afiszami i biletowane. Jeden bilet kosztował złotówkę. To była
spora suma, jak na tamte czasy, bo kobieta we dworze pracowała cały dzień za
złotówkę przy pieleniu buraków. W dalszych rzędach było taniej. Miejsca
kosztowały 50 gr. Widzów jednak nie brakowało. Spektakle powtarzaliśmy po kilka
razy – odtwarza tamte klimaty Kryszczuk. Nawet dziś potrafi zarecytować niektóre
sceny.
Takich jak ona kobiet – strzelczyń było kilka.
- Łucja Dziubińska, Lidka Kościuk, Teresiuk Weronika, Nina Węgrzynowicz, Janka Dziubowa, Stanisława Dudzińska – wylicza Wiktoria Kryszczuk.
W
zdrowym Strzelcu - zdrowy duch
„Strzelec” był
nie tylko organizacją paramilitarno-społeczno-wychowawczą, ale też sportową.
Tam, gdzie działał związek - powstawały kluby sportowe pod egidą „Strzelca”.
Propagowały różną rywalizację sportową, od strzelectwa, szermierki, piłki
nożnej, lekkoatletyki, biegów przełajowych, boksu poprzez hazenie (obecnie „dwa
ognie”) po siatkówkę i nieco później koszykówkę.
Prasa okresu międzywojennego pełna jest relacji z zawodów sportowych, organizowanych przez kluby „Strzelca”. Tak oto zapamiętał członków „Strzelca” z Bełżca Mieczysław Klimowicz, późniejszy profesor Uniwersytetu Wrocławskiego, w wydanej dwa lata temu książce „Wspomnienia z czasów zamętu”:
„Na pięknym boisku w centrum wsi obok remizy strażackiej odbywały się każdej niedzieli mecze z drużynami renomowanych klubów sportowych z Rawy Ruskiej, Tomaszowa i innych miast, z których to meczów bełżecki „Strzelec” przeważnie wychodził zwycięsko, natomiast po meczu zwykle naczelnik poczty Schiller, przy pomocy działaczy „Strzelca”, kolejarzy, braci Dworaków organizował obok na murawie festyn z bufetem i zabawą ludową, do której przygrywała orkiestra dęta miejscowej ochotniczej straży pożarnej”.
Podobne imprezy organizowano też w Tyszowcach, Łaszczowie,
Komarowie i innych miasteczkach.
W latach trzydziestych przeprowadzano sprawdziany na „Odznakę Strzelecką” różnej klasy. Polegały one na uzyskaniu jak największej liczby punktów w strzelaniu do tarczy dziesięciopolowej, w różnych pozycjach (leżąc, klęcząc, stojąc) i odległości od tarczy. Walczono o nagrody, przeważnie zegarki z porterem Marszałka i papierośnice ufundowane przez władze samorządowe i Koła Przyjaciół „Strzelca”. To właśnie wtedy, w większości miasteczek, a i niektórych gminach uruchamiano strzelnice. Aby każdy mógł zdobyć lub odnowić „Odznakę strzelecką” i spełnić swój obowiązek obywatelski, oddając „10 strzałów ku chwale Ojczyzny”. Oczywiście nie za darmo.
Związek Strzelecki jednak nie we wszystkich kręgach postrzegany był jako organizacja pozytywna i wartościowa. Kościół katolicki, ugrupowania prawicowe i ludowe wypominały członkom organizacji jednoznaczne poparcie bratobójczego przewrotu majowego z 15 maja 1926 r. (zginęło w nim 215 żołnierzy i 164 cywilów). Raziła prosanacyjność organizacji.
Powyższy tekst jest pokłosiem rozmów autora z mieszkańcami Tyszowiec w latach 2000-2007. W 2006 r. zmarł Edward Czarnecki, w sierpniu tego roku Wiktoria Kryszczuk i Stanisław Kopytko.
............................................................................
Związek Strzelecki
był organizacją o tradycjach sięgających początku XX wieku. Za datę faktycznego powstania ruchu strzeleckiego przyjmuje się rok 1910. Wtedy to utworzono we Lwowie Związek Strzelecki, a w Krakowie Towarzystwo Strzeleckie. Szkolono w nich żołnierzy dla przyszłego Wojska Polskiego, w którego odrodzenie strzelcy głęboko wierzyli. Ruch rozwijał się do wybuchu pierwszej wojny światowej w zaborze austriackim, jak i w Królestwie Polskim, na Ukrainie i Litwie oraz w ośrodkach emigracji polskiej w Europie.
W czasie pierwszej wojny światowej członkowie Związku Strzeleckiego walczyli w polskich formacjach wojskowych. Mieli też znaczący udział w tworzeniu Wojska Polskiego. Zaangażowali się w walce o granice odradzającego się państwa polskiego, w czasie wojny polsko-sowieckiej i podczas powstań wielkopolskiego i śląskich.
W okresie międzywojennym Związek Strzelecki zrzeszał pozaszkolną, przedpoborową młodzież, głównie wiejską i rzemieślniczą. Jak napisano w jego statucie: „miał za zadanie pomnażanie wartości i mocy narodu dla rozwinięcia mocarstwowej potęgi Polski”. Organizacja była wspierana przez wojsko, od którego dostawała sprzęt sportowy, obozowy oraz pomoc organizacyjną. Zalecano, aby każdy strzelec zdobył umiejętność pisania i czytania. Kursy organizowane przez Związek Strzelecki ukończyło ok. 100 000 osób, zorganizowano 7 320 świetlic, 3 591 bibliotek i 1 062 kluby dobrego czytania książki. Powoływano 1 818 chórów i 3 040 teatrów (dane za 1937 rok).
Związek Strzelecki podlegał Ministerstwu Spraw Wojskowych, w związku z czym także jego struktura organizacyjna pokrywała się z wojskowo-administracyjnym podziałem państwa. W 1937 roku do Związku Strzeleckiego należało ponad pół miliona strzelców, skupionych w 4 495 oddziałach. W lutym 1939 roku Związek Strzelecki otrzymał status organizacji wyższej użyteczności publicznej.
Marsz strzelców
(Pieśń Związku Strzeleckiego) Słowa i muzyka: W.L. Anczyc
Hej strzelcy wraz! Nad nami Orzeł Biały,
A przeciw nam śmiertelny stroi wróg.
Wnet z naszych strzelb piorunne zagrzmią strzały,
Niech lotem kul kieruje Zbawca Bóg.
Więc gotuj broń i kulę bij głęboko,
O ojców grób bagnetów poostrz stal!
Na odgłos trąb twój sztuciec bierz na oko!
Hej, baczność! Cel i w łeb lub w serce pal!
Hej trąb, hej trąb! Strzelecka trąbko w dal!
A kłuj, a rąb. I w łeb lub w serce pal!
Wzrósł liściem bór, więc górą wiara strzelcy,
Masz w ręku broń, a w piersi święty żar,
Hej Moskwa tu, a nuże tu wisielcy!
Od naszych kul nie schroni kniaź ni car!
Raz przecież już zabrzmiały trąbek dźwięki,
Lśni polska broń jak stalnych kłosów fal,
Dziś spłacim wam łzy matek i wdów jęki.
Hej baczność! ...
Chcesz zdurzyć nas, oszukać świat chcesz czule -
Plujem ci w twarz za morze twoich łask!
Amnestią twą obwiniem nasze kule,
Odpowiedź da huk armat, kurków trzask.
Do Azji precz, potomku Czingis-chana!
Tam żywioł twój, tam ziemia carskich gal,
Nie dla cię, nie, krwią polską ziemia zlana.
Hej baczność! ...
Do Azji precz, tyranie! Tam siej mordy,
Tam gniazdo twe, tam panuj, tam twój śmieć!
Tu Polska jest, tu zginiesz i twe hordy,
Lub naród w pień wymorduj, wysiecz, zgnieć!
O Boże nasz! O Matko z Jasnej Góry!
Błogosław nam! Niech korna łza i żal
Przebłaga Cię, niewoli zedrze sznury!
Hej baczność! ...
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|