newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Reginy, Marka, Melchiora strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Adam Jaworski
Data: 31.10.2007, 8:00
Zmiany: 31.10.2007, 8:00
Czytane: 448x
Komentarzy: 1 [sprawdź]

  
Archiwum: 511   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Wygrał AntyPiS  

Wygrał AntyPiS
Rozmowa z dr. Tomaszem Żukowskim


Dwa lata temu na Zamojszczyźnie najwięcej głosów oddano na „Samoobronę”. Teraz tak u nas, jak w innych regionach kraju wybory dla „Samoobrony” skończyły się klęską. Co się stało?
- Można powiedzieć, że „Samoobrona” zużyła się rządzeniem. Dodatkowo uległ pogorszeniu wizerunek lidera tej partii, Andrzeja Leppera. To rezultat afer związanych z „Samoobroną” (m.in. „praca za seks” – przyp. red.). Są i inne przyczyny. Najpierw „Samoobrona” przestała być partią kojarzoną z buntem, opozycją. Weszła bowiem w koalicję z PiS i LPR. Później znowu znalazła się w opozycji, zawiązała koalicję z LPR. Te częste zmiany politycznej linii i wizerunku partii stały się nieczytelne dla jej wyborców. Z tych powodów tym razem głosowali na PiS, PSL czy PO, albo pozostali w domach. Przykładowo w Zamojskiem (licząc łącznie powiat i miasto) liczba głosów na „Samoobronę” spadła z prawie 10 tys. do mniej niż 2 tys.

Podobny los spotkał LPR.
- Tak w przypadku „Samoobrony”, jak i LPR okazało się, że uczestnicząc w rządzeniu trudno jest być mniejszym partnerem większego. Przypomnę polityczną śmierć Unii Wolności w konsekwencji sojuszu z AWS, czy osłabienie PSL po koalicjach z silniejszym SLD. Wracając do LPR: nie bez znaczenia było też i to, że Radio Maryja cofnęło poparcie dla tego ugrupowania. W tej sytuacji wielu wyborców Ligi przeniosło swe głosy na PiS, zaś część zrezygnowała z udziału w wyborach.

W Sejmie RP nie ma „Samoobrony” ani LPR. Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński zjadł przystawki, ale Donald Tusk – obiad. Skąd wzięła się wygrana Platformy Obywatelskiej?
- Wybory były w dużym stopniu plebiscytem. Kampania – także dzięki debatom - wykreowała dwubiegunowy świat. Wybieraliśmy pomiędzy PiS-em i „antyPiS-em”. Większość ludzi opowiedziała się za tym ostatnim. Ale ten „antyPiS” jest przecież tworem wewnętrznie bardzo zróżnicowanym. Są w nim środowiska liberalno-demokratyczne, liberalno-konserwatywne oraz centrolewicowe. PO – jako lider sił niechętnych PiS-owi – odebrał sporą część głosów innym partiom opozycji: głównie lewicy, zaś w zachodniej części kraju – także „Samoobronie”. Polityczna polaryzacja zdecydowała o wielkim skoku notowań PO, także w byłym województwie zamojskim. Przed dwoma laty w cieniu, dziś – w pierwszej trójce: po PiS, obok PSL.
Ten sam mechanizm zadecydował także o wyborczym sukcesie PiS na Zamojszczyźnie. Kluczowe były tu bez wątpienia dodatkowe głosy wcześniejszych sympatyków LPR, czy „Samoobrony”.

Ale dlaczego większość Polaków nie poparła PiS? Może wyborcy byli już zmęczeni polityką, aferami. PiS ciągle straszył aferami, ciągłą walką, której końca nie było widać. Zabrakło obietnicy happy endu. Może po prostu ludzie mieli już tego dosyć, chcieli spokoju? A Donald Tusk zapowiedział, że będziemy mieli drugą Irlandię. I wygrał.
- W tej kampanii straszyli wszyscy. Z jednej strony mieliśmy PiS, którego politycy mówili o walce z korupcją, o zagrożeniu, o układach, które ograniczają rozwój, wpływają na psucie funkcjonowania państwa. Z drugiej był obraz „strasznego PiS”, przedstawiany przez opozycję i media komercyjne, których część (choćby „Gazeta Wyborcza”) ewidentnie zaangażowała się w kampanię wyborczą.
Efekt – to mobilizacja wyborców, która pomogła przede wszystkim Platformie. Najbardziej zmobilizował się bowiem proliberalny elektorat z miast, zwłaszcza tych największych. Uaktywnił się także – popierając lidera obozu „antyPiS-u” – tradycyjny elektorat lewicy. Wystarczy spojrzeć na północno-zachodnią część wyborczej mapy Polski. Liczniej niż w ubiegłych wyborach głosowano także na obszarach tradycyjnie prawicowych, we wschodniej i południowo-wschodniej części kraju. Jednak przyrost frekwencji był tu mniejszy niż w Polsce zachodniej. Stąd skala sukcesu Platformy i niepowodzenia PiS w skali kraju. Na Zamojszczyźnie (a i w samym Zamościu) rezultat wyborów był jednak inny. Zadecydowała dodatkowa mobilizacja (a w jeszcze większym stopniu wspomniane już wewnętrzne przepływy wyborców) w obozie PiS.

Zachód wybrał PO, a wschód PiS. Niektórzy komentatorzy mówią, że na PO głosowali wyborcy otwarci na zmiany, proeuropejscy itd. itp. A biedniejsza wschodnia Polska taka nie jest. Może jest w tym trochę prawdy? Zamożniejszy zachód nie interesuje się tak bardzo lustracją, rozliczaniem PRL, a biedniejszy wschód jest bardziej podatny na hasła np. walki z oligarchią.
- To nie jest takie proste. Proszę zauważyć, że społeczności z krańca zachodniej części kraju, to potomkowie ludzi, którzy po wojnie trafili tam ze wschodnich kresów Polski. Faktem jest jednak, że podziały na wyborczej mapie Polski nakładają się na granice historycznych krain Rzeczpospolitej. Na ziemiach zachodnich i północnych oraz w byłym zaborze pruskim (na Pomorzu, w Wielkopolsce, na Górnym Śląsku) wygrała Platforma, zaś w byłych Galicji i Kongresówce (za wyjątkiem dużych miast) Prawo i Sprawiedliwość.

Czyli Ci na zachodzie Polski są tak naprawdę bardziej ze wschodu niż my na Zamojszczyźnie. A jednak głosowali inaczej. Dlaczego?
- Ważne są nieprawicowe preferencje z poprzednich kilkunastu lat, a szukając głębiej – nieco inny niż we wschodniej części kraju typ więzi społecznej. Czy wie Pan, że uczniowie ze wschodniej, rzeczywiście mniej dostatniej, części kraju lepiej wypadają na egzaminach gimnazjalnych od swych rówieśników z zachodu? Dlaczego? Bo mamy tu silniejsze więzi rodzinno-sąsiedzkie (czemu – na wsi – sprzyja dominacja gospodarstw rodzinnych). A każdy podręcznik pedagogiki mówi, że wyniki szkolne dzieci zależą w dużym stopniu od troski ich rodziców. Wielkość domowych bibliotek i zasobność portfeli zaczynają być ważniejsze później, poczynając od liceów. Z siłą rodzinnego kapitału społecznego wiąże się rola tradycji. Istnieje pewna prawidłowość: tam gdzie więzi rodzinne, sąsiedzkie są silniejsze, tam większe znaczenie ma to, co się uformuje we wzajemnych relacjach i w przekazie rodzinnym. Natomiast tam, gdzie ten rodzaj kapitału społecznego jest słabszy, większy wpływ na ludzkie wybory mają różnego rodzaju instytucje i organizacje oraz przesłanie medialne.

Wspomniał Pan o mediach. Wygląda na to, że znowu wszystkiemu winni są dziennikarze. Po wyborach Jarosław Kaczyński mówił o tym, że nieprzychylne jego partii były media, głównie te niepubliczne. Natomiast przed wyborami PO zwracała uwagę, że telewizja publiczna, która ma najwięcej widzów, jest zwasalizowana przez PiS.
- Swoje racje mają obie strony. Media, te „papierowe” jeszcze bardziej od elektronicznych, były w ostatnich wyborach bardzo wyraźnie zaangażowane politycznie. Aby ten proces precyzyjniej opisać, potrzebne są jednak szczegółowe badania.

Rodzi się nowa koalicja. Jest szansa, że mamy cztery lata spokoju bez wyborów?
- Nie, ponieważ w międzyczasie czekają nas wybory do Europarlamentu, samorządowe i prezydenckie. Można jednak sądzić, że w tym parlamencie będzie przynajmniej trochę mniej gorąco niż w odchodzącym. Przypomnijmy sobie, że dwa lata temu, tuż po wyborach, dowiedzieliśmy się, że nie będzie koalicji PO z PiS. Rychło okazało się także, że nie jest możliwy względnie stabilny rząd mniejszościowy. Sygnałem było wspólne głosowanie przeciwstawnych programowo partii opozycji (PO i LPR) za podwójnym „becikowym”. Stąd nieuchronność współpracy PiS z LPR i „Samoobroną”. A ponieważ w tym politycznym związku zaufania być nie mogło, ostra kampania wyborcza toczyła się – z krótkimi przerwami – de facto przez całe dwa lata. Współpraca PO z PSL – choć trudna - może być łatwiejsza, zaś koalicja obu stronnictw może (choć nie musi) dotrwać do końca kadencji. Jak widać, Platforma jest dziś w o wiele lepszej sytuacji niż PiS w roku 2005.

W jeszcze lepszej, przynajmniej teoretycznie, sytuacji jest Tomaszów Lubelski. Przez kilkanaście lat mieszkał Pan w Tomaszowie, który teraz ma dwóch posłów: byłego wojewodę Wojciecha Żukowskiego z PiS i Mariusza Grada z PO. Jak z PO coś nie wyjdzie i zmieni się koalicja, nie ma strachu – jest jeszcze nadzieja w PiS.
- W Tomaszowie mieszkałem od 6 do 19 roku życia. Jestem absolwentem LO im. Bartosza Głowackiego, a moje tomaszowskie czasy do dziś bardzo mile wspominam. Muszę też powiedzieć, że Tomaszów ostatnio sporo się zmienił. Na lepsze. To dobrze, że ma dwóch posłów. Jeśli każdy z nich zechce coś dla Tomaszowa zrobić, to miasto i powiat powinny tylko na tym zyskać.

 




Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]

Autor: józio
Tytuł: Włosi o Kaczyńskich

Skąd: .124.18.133
Kiedy: 2007-11-02 17:47:58
włoskie "Venerdi" cyt:
"Bracia Kaczyńscy to wstyd dla Polski.to coś najgorszego co wydał postkomunizm w Europie Wschodniej"
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]