|
Przy okazji tych wyborów będziemy mieli okazję się przekonać jak
bardzo zmieniły się sympatie polityczne mieszkańców Zamojszczyzny. Jeśli wierzyć
sondażom, „Samoobrona” straciła znaczną część swojego poparcia. Która partia
przejmie jej elektorat? Zobaczymy już w niedzielę, 21 października
Dwa lata temu, po parlamentarnych, mieliśmy też wybory prezydenckie. I wtedy okazało się, że tereny teoretycznie podbite przez „Samoobronę” opowiedziały się za Lechem Kaczyńskim. Tak było w Aleksandrowie, Adamowie, Komarowie Osadzie, Łabuniach, Sitnie, Szczebrzeszynie. Można zaryzykować stwierdzenie, że te gminy zostaną zdominowane przez elektorat PiS.
W pozostałych PiS będzie musiał walczyć o wyborców
z PSL, Platformą Obywatelską oraz koalicją „Lewica i Demokraci”.
Gdyby brać pod uwagę wyniki ostatnich wyborów do parlamentu i prezydenckich, można przypuszczać, że najmniej jest zagrożony stan posiadania PSL. W Łaszczowie i Telatynie na kandydatów PSL głosowało po ponad 1 000 wyborców. Podobnie było w gminie Biłgoraj. W Biszczy wynik dla PSL nie był o wiele gorszy. Tam tej partii zaufało 828 biorących udział w głosowaniu. W gminach powiatu tomaszowskiego (Łaszczów, Telatyn) wyborców PSL przysporzył m.in. Jan Kowalczyk, obecny starosta tomaszowski, a w Biszczy – wójt Genowefa Tokarska.
Bez immunitetu, ale w ostrogach Jan Kowalczyk jest
kandydatem PSL na posła. Wójt Tokarskiej na listach wyborczych nie ma. Ale PSL i
tak dysponuje wieloma sprawdzonymi kandydatami, którzy już dobrze dali się
poznać. Z dobrej czy złej strony. To mniej istotne. Najważniejsze, że za każdym
razem potrafią uzbierać niemało głosów. W tych wyborach, podobnie jak w
poprzednich, o mandaty poselskie ubiegają się: Arkadiusz Bratkowski (swego czasu
poseł, teraz radny sejmiku), Jerzy Derkacz (były senator), Ryszard Stanibuła
(też z poselskim stażem). I uwaga, teraz kandyduje Jan Kowalik z Różańca, radny
sejmiku, który był posłem w latach 1989-97. Ze sprawdzonych nazwisk korzysta też
Prawo i Sprawiedliwość. Z listy tej partii kandydują m.in. poseł Sławomir
Zawiślak. Poseł zrzekł się immunitetu. Uczynił to 6 września, na dzień przed
rozwiązaniem Sejmu RP. O uchylenie immunitetu upominała się Prokuratura Rejonowa
w Zamościu. Poseł może odpowiadać za popełnienie wykroczenia. W listopadzie 2006
roku, jadąc swoim audi, potrącił na przejściu dla pieszych 17-letniego chłopaka.
Na początku września marszałek Sejmu RP Ludwik Dorn wystąpił do posła Zawiślaka
z pismem, w którym poinformował, że przekazuje wniosek o uchylenie immunitetu do
Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich. Zawiślak nie chciał czekać na to, co
powie komisja i sam zrzekł się immunitetu.
Z PiS
kandyduje np. wojewoda Wojciech Żukowski oraz starosta biłgorajski Marek
Onyszkiewicz. Michał Malec zamojski radny, dyrektor ds. ekonomicznych w ZKE
Dystrybucja debiutuje w wyborach parlamentarnych. Reklamuje się jako „Ostatni ze
sprawiedliwych”. Starsi działacze PiS są lekko zaniepokojeni werwą Malca, ale
póki głosy nie zostały policzone, wolą się nie wypowiadać.
Wzmocnieniem dla listy PiS jest Marek Splewiński, b. działacz „Solidarności”, internowany w stanie wojennym, teraz prezes Wojewódzkiej Usługowej Spółdzielni Inwalidów w Zamościu. Ma też PiS ofertę dla mieszkańców wsi. To Marian Jaworski z Deszkowic w gm. Sułów, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Kontroli Artykułów Rolno-Spożywczych. Jaworski to działacz PSL - Piast.
Kto się zbroi, a kto nie
„Samoobrona” i Platforma Obywatelska to partie, które
meblując swoje listy wyborcze wykonały kawał, niekoniecznie potrzebnej roboty. W
„Samoobronie” nie ma np. Józefa Gontarza z pow. hrubieszowskiego, ocalał Tadeusz
Gontarz z Józefowa. Jest wprawdzie Bolesław Kołtun z Zaburza w gm. Radecznica,
ale niewielka to pociecha. Nie dość, że miejsce odległe, to ostatnimi czasy
Kołtun jest w pewnym kryzysie. Stracił pracę w szpitalu psychiatrycznym w
Radecznicy, miejsce w Radzie Powiatu. W „Samoobronie” mają nadzieję, że głosów
przybędzie za sprawą genialnego zamojskiego okulisty Stanisława Misztala. Ten
kandydat ma wprawdzie kłopoty z prawem (proces związany z bezprawnym
wypisywaniem recept, refundowanych przez NFZ; dochodzenie w sprawie zagubionego
pistoletu gazowego), ale i odnosi sukcesy. Niewątpliwym sukcesem jest to, że
skutecznie sparaliżował pracę zamojskiego sądu – proces dotyczący recept ciągnie
się już prawie dwa lata. Jest Misztal radnym sejmiku. To dwa. A poza tym został
przewodniczącym Społecznej Rady Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala
Psychiatrycznego w Radecznicy. Na liście kandydatów „Samoobrony” są też:
Franciszek Suchecki, były burmistrz Hrubieszowa, Edward Żuk, b. starosta
tomaszowski, teraz radny powiatu.
Mniej czytelne są
posunięcia taktyczne Platformy Obywatelskiej. Wśród kandydatów tej partii nie ma
np. Tomasza Pękalskiego z Tomaszowa Lubelskiego, Andrzeja Mulawy, Ireneusza
Godzisza (obaj z Zamościa). A każdy z nich w poprzednich wyborach zdobył więcej
głosów niż Mariusz Grad z Tomaszowa Lubelskiego, obecny wicemarszałek
województwa. Nieoficjalnie mówi się, że Grad swoją obecność na liście wyborczej
po części przynajmniej zawdzięcza krewniakowi, Aleksandrowi Gradowi, posłowi
Platformy Obywatelskiej.
Brak liderów z poprzednich wyborów może oznaczać, że o ile PO nawet odniesie sukces, to wśród jej posłów może nie być nikogo z b. woj. zamojskiego. Owszem, może zdarzyć się i tak, że Mariusz Grad zdobędzie potrzebną liczbę głosów, ale patrząc z perspektywy ostatnich wyborów, wydaje się to raczej trudne do zrealizowania. Wystarczy przypomnieć, że na Sławomira Zawiślaka, posła PiS, a więc partii, która wybory wygrała, głosowało 5 860 osób, a na Mariusza Grada – zaledwie 1 832. Gdyby nawet potroił swój wynik, to i tak będzie on gorszy niż ten uzyskany przez Zawiślaka. I niewiele lepszy od tego, jaki uzyskał w poprzednich wyborach starosta tomaszowski Jan Kowalczyk (4 917). A przecież Kowalczyk nie będzie jedynym kontrkandydatem Grada w jego rodzinnym powiecie tomaszowskim. O głosy będzie tam walczył jeszcze wojewoda Wojciech Żukowski (PiS), który był przecież przewodniczącym Rady Powiatu Tomaszowskiego. W ostatnich wyborach na Żukowskiego głosowało 4 635 wyborców. Nawet gdyby Grad był teraz dwa razy lepszy niż w roku 2005, to i tak nie zdobędzie tylu głosów co Kowalczyk lub Żukowski.
Buźka lewicy
Do gry wraca lewica i jej lider na Zamojszczyźnie Jan Byra,
sekretarz redakcji „Tygodnika Zamojskiego”. Byra to „cudowne dziecko lewicy”.
Przynajmniej na Zamojszczyźnie. W Sejmie RP zaliczył trzy kadencje (II, III,
IV). Zanim to jednak nastąpiło, odbudowywał partyjne struktury w chudych latach
lewicy (początek lat 90.), gdy niewielu chciało się przyznawać do swoich
ideologicznych korzeni. Byra się przyznawał. Efekt - wspomniane trzy kadencje.
W czasie IV kadencji Sejmu RP poparł rewoltę zainicjowaną przez Marka Borowskiego i był współzałożycielem Socjaldemokracji Polskiej. Ten ruch nie był zbyt szczęśliwy. W wyborach do Sejmu RP w roku 2005 Byra przepadł, jak i jego nowa partia. Teraz Byra jest kandydatem komitetu „Lewica i Demokraci”.
Byra to jeden z nielicznych kandydatów, który korzysta z dobrodziejstw Internetu. Zupełnie przyzwoicie prezentuje się w świecie wirtualnym (www.janbyra.pl). „Wszystkie słabe rządy opierają się na tym, że kneblują mądrzejszej części narodu usta” - napisał niemiecki aforysta Georg Christoph Lichtenberg, a jego myśl posłużyła Byrze za powitanie dla Internautów. Strach pomyśleć, jakie motto by umieścił na swojej wizytówce w czasach, gdy robił polityczną karierę - był m.in. kierownikiem wydziału propagandy Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Zamościu. A wtedy normy wyznaczała przewodnia siła narodu - PZPR. Jedną z norm była cenzura. Ten brzydki zwyczaj Jan Byra z pewnością potraktowałby ciężkim słowem. Ale w latach 80. widać nie przyszedł jeszcze dla niego czas walki o wolne media, choć trzeba przyznać, że jego teksty w „TZ” nie drażniły nowomową i nie były to partyjne laurki.
W czasie swojej ostatniej kadencji (jak
dotychczas; daj mu Panie Boże Miłosierny - jeszcze jedną, albo i więcej; innym
zresztą też) Jan Byra był wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Kultury,
przewodniczącym Polsko-Ukraińskiej Grupy Parlamentarnej.
Jan Byra ma małżonkę Grażynę, troje dzieci (Olę, Jacka,
Agatę) i wnuka Jasia. Jest zapalonym grzybiarzem, niedzielnym wędkarzem.
Szczególnie ceni twórczość Hanny Krall oraz noblisty Isaaca Bashevisa Singera
(poruszają tematykę żydowską).
Jan Byra chwali się m.in. osiągnięciami sportowymi: skoki narciarskie (12 metrów bez podpórki w Zakopanem). W jednej dziedzinie osiągnął klasę niemal mistrzowską, wśród parlamentarzystów nie miał sobie równych. Jego specjalnością jest ping - pong.
Balastowi?
Osobną kategorię stanowią kandydaci, którzy ze względu
na niedawną przeszłość mogą nie do końca spełnić oczekiwania partyjnej góry,
która zdecydowała, że ich nazwiska znalazły się na listach wyborczych. To
dotyczy np. okulisty Stanisława Misztala. Ale są i inni.
Lekarz weterynarii Ryszard Stanibuła w Sejmie RP spędził
niemal trzy kadencje. Na swojej stronie internetowej
(www.stanibula.republika.pl) kandydat na posła, działacz PSL przypomina, że był
wielokrotnie nagradzany odznaczeniami resortowymi, regionalnymi i
okolicznościowymi, np. Zasłużony dla Zamojszczyzny, Medal 40-lecia PRL-u,
Brązowym i Srebrnym Krzyżem Zasługi.
Przytacza też opinię, jaką miał o nim wyrazić ojciec Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja: „Proszę przyjąć skromne Bóg zapłać, wyrażone w imieniu wielu współpracowników i słuchaczy Radia Maryja za postawę w Sejmie RP.
Dziękując za wyżej wymienioną postawę, życzę sił do dawania
rodakom świadectwa umiłowania prawdy, wolności i sprawiedliwości” - tak
przepięknie do Stanibuły zwrócił się Ojciec Dyrektor.
I Ryszard Stanibuła potraktował sprawę bardzo poważnie. Motto Stanibuły
brzmi: „Porozumienie służy ludziom”. I w myśl porozumienia Stanibuła naprawdę
dwoił się, aby uczynić zadość oczekiwaniom. Jednocześnie pracował w Lubelskim
Wojewódzkim Inspektoracie Weterynarii w Lublinie (na cały etat) i w delegaturze
Urzędu Marszałkowskiego w Zamościu (2/3 etatu). Aby w Urzędzie Marszałkowskim
pracować na cały etat, niestety chyba już sił nie starczyło.
Zresztą, nie zawsze starczało nawet na obsłużenie jednego miejsca pracy. Gdy Stanibuła zachorował, nie pojawiał się w delegaturze Urzędu Marszałkowskiego. Ale i tak robił co mógł, aby choć w części zaspokoić potrzeby mieszkańców Zamojszczyzny, a ściślej rzecz ujmując, ich zwierząt. Choć na zwolnieniu lekarskim, Stanibuła dzielnie stawiał się do pracy w inspekcji weterynaryjnej.
W Urzędzie Marszałkowskim niewdzięcznicy nie docenili wysiłków Stanibuły i zwolnili go z pracy w trybie dyscyplinarnym. Stanibuła odwołał się do sądu, chce przywrócenia do pracy w Urzędzie Marszałkowskim.
W UM nawet nie zadali sobie
trudu aby sprawdzić, w jaki sposób był w dwóch miejscach zatrudnienia naraz.
Pod tym względem ze Stanibułą równać się nie może
wiceprzewodniczący zamojskiej Rady Miasta Marek Kudela, nauczyciel w-f, trener
piłkarskiej reprezentacji Szkoły Podstawowej nr 4 w Zamościu. Kudela to kandydat
na posła Platformy Obywatelskiej. Radny pojechał z zawodnikami na turniej
Coca-Cola Cup 2006 do Ostrowca Świętokrzyskiego. Nie pojawił się na sesji RM.
Przyniósł zwolnienie lekarskie. Był wystarczająco zdrowy, aby uczestniczyć w
zawodach sportowych, ale nie na tyle, aby znieść trudy sesji. Dzięki zwolnieniu
lekarskiemu usprawiedliwił nieobecność na sesji i pobrał całą dietę - 1 295 zł.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|