|
- Bagdad to miasto śmierci, zabrało mi Ciebie na zawsze. Ale będę się
modlić, żeby więcej matek nie musiało rozdzierać swoich serc z rozpaczy – mówiła
nad grobem syna Bożena Orzechowska, mama Bartosza. - Zginął śmiercią bohaterską,
walcząc do końca, oddał życie w dobrej sprawie – powiedział Prezydent RP Lech
Kaczyński.
W sobotę, przy wtórze werbli, wystrzałach salwy honorowej kilkaset osób pożegnało Bartosza Orzechowskiego z Zamościa. Miał 29 lat. Był żołnierzem Biura Ochrony Rządu, plutonowym. Zginął 3 października w wyniku zamachu. Ocalił życie ambasadorowi RP w Iraku, gen. Edwardowi Pietrzykowi.
Tęsknił do swoich
Dom przy ul. Związkowej w Zamościu. Do budynku jest przytwierdzona biało-czerwona flaga z czarną tasiemką. To tutaj mieszkają najbliżsi Bartosza. Ojciec, Andrzej jest ratownikiem, pracownikiem Krytej Pływalni w Zamościu. Mama - Bożena pracuje w Urzędzie Miasta. Przy ul. Związkowej mieszkają też siostra Kinga z mężem Andrzejem Sędłakiem. Żona Bartosza, Małgorzata Marecka mieszka w domu swoich rodziców przy ul. Ciepłej.
- Bartosz jakby coś przeczuwał - wspomina jego tato. - Kiedyś zadzwonił do mnie. Pytałem czy coś się stało. Powiedział, że chciał tylko usłyszeć mój głos, że wszystko w porządku.
Bożena
Orzechowska: - Do mnie też kiedyś tak zadzwonił. I też chciał tylko mnie
usłyszeć.
Rodzina czekała na przyjazd Bartosza.
Odliczali dni. Do czasu spotkania pozostały zaledwie 3 tygodnie.
Bartosz wyjechał do Iraku 2 maja, niebawem miał spędzić
miesięczny urlop w kraju i wracać z powrotem do Bagdadu.
Skończył Liceum Ekonomiczne. Służył w Pułku Ochrony na
warszawskim Okęciu, jeszcze w wojsku ochraniał Kancelarię Premiera RP. Później
marzył tylko o tym, aby dostać się do Biura Ochrony Rządu. Zanim to jednak
nastąpiło, był szczegółowo sprawdzany. W BOR chcieli wiedzieć o nim dosłownie
wszystko. Z kim się przyjaźni, czy nie jest konfliktowy, jaką ma opinię w pracy
(był m.in. barmanem, np. w „Medyku”), co o nim sądzą sąsiedzi. Podobne
informacje zbierano też na temat jego rodziny. Gdy już został przyjęty do BOR,
starał się o wyjazd na placówkę zagraniczną. Miał Afganistan i Irak. Wybrał ten
drugi kraj.
O tym, co dzieje się z synem, rodzina
dowiadywała się z SMS-ów, czasami do siebie dzwonili, kontaktowali się też przez
Internet.
Andrzej Orzechowski z dumą opowiada, jak dowiedział się, że syn zaskarbił sobie zaufanie ambasadora Edwarda Pietrzyka. I że ten chce, aby Bartosz był niemal jego osobistym ochroniarzem.
- Syn był bardzo dobrym kierowcą, zdecydowanym. Ambasador
tylko z nim chciał jeździć - opowiada pan Andrzej. - Z czasem syn zamieszkał w
rezydencji ambasadora.
Przed przyjazdem na urlop do kraju prosił, żeby nazbierać dla niego grzybów.
- Zamarynowaliśmy dwa słoiczki. Gdy je zbieraliśmy, robiliśmy zdjęcia. Żeby wiedział, że nie oszukujemy, iż grzyby sami zebraliśmy, że to od nas, a nie kupowane - opowiada Andrzej Orzechowski.
- Nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł zjeść zwykłe pierogi. Mówił, że gdy przyjedzie do Zamościa, będzie je jadł codziennie, na śniadanie, obiad i kolację - Bożena Orzechowska płacze.
W
Twoje ręce powierzam życie swoje
Środa, 3
października. Krewni Bartosza dowiedzieli się o zamachu. Telefonowali do
Warszawy, do BOR. Ich najgorsze przeczucia się potwierdziły. Jeszcze tego samego
dnia do rodziny Bartosza przysłano psychologów. Później BOR zorganizował dwa
samochody, którymi do Warszawy pojechało 10 najbliższych krewnych. Cały czas
byli eskortowani przez policyjne radiowozy.
Ojciec Bartosza zna wyniki sekcji zwłok. W Warszawie, gdzie przywieziono jego syna, dowiedział się jak zginął.
- Pocisk doszedł prawie do kręgosłupa, przeciął aortę - ze smutkiem opowiada ojciec.
Do dzisiaj jednak rodzina nie zna wszystkich szczegółów, okoliczności śmierci.
Na razie wiadomo jedynie, że w konwoju jechały trzy auta. Bartosz kierował tym, które było w środku. Wiózł ambasadora. Pojazd, specjalna wersja toyoty (land cruiser) to wóz opancerzony, którego blachy nie jest w stanie przebić odłamek granatu, ani miny o średniej sile rażenia. Toyota była wyposażona w automatyczny system gaśniczy, wzmacniane szyby.
Ok. godz. 8 (czasu polskiego) samochody jechały
uliczką, w dzielnicy Karrada, prowadzącej do Polskiej ambasady. Gdy zbliżały się
do zakrętu, doszło do eksplozji trzech ładunków wybuchowych. Auta stanęły w
płomieniach, jeszcze nie przebrzmiał odgłos wybuchów, gdy zamachowcy zaczęli
strzelać do pojazdów.
Co było dalej? Ci, którzy byli wtedy z Bartoszem nie chcieli o wszystkim opowiadać. Do krewnych Bartosza docierają tylko strzępy informacji. Zamachowcy stali na dachach budynków. Bartosz miał wyjść z samochodu i odpowiedzieć na atak.
- Strzelał do nich, chciał w ten sposób ocalić kolegów i
ambasadora - wyjaśnia Andrzej Orzechowski.
Chodziło o to, aby jak najprędzej odeprzeć atak, aby uwięzieni w płonących samochodach ludzie mogli z nich jak najprędzej wyjść. W BOR potwierdzaają, że Bartosz pomagał wysiąść z auta ambasadorowi, osłaniał go swoim ciałem.
- Nie było mnie tam, ale słyszałem, że ten chłopak wziął
wszystko na siebie - mówi jeden z oficerów BOR. Nie ujawni swojego nazwiska.
Andrzej Orzechowski nie zapomni momentu, gdy zobaczył poparzone ciało syna. Na nadgarstku prawej ręki nie było skóry, tylko ścięgna i kości. Podobnie na palcach. W nogach było kilkanaście ran po odłamkach. W czasie walki Bartosz dostał postrzał w brzuch, okropnie krwawił. A mimo to, nie odpuścił.
Atak zamachowców odparli żołnierze amerykańscy. Ambasadora i żołnierzy BOR przewieziono do szpitala. Bartosza nie udało się uratować.
- Kiedyś powiedział nam, co usłyszał od ambasadora. Ten miał mu powiedzieć: W Twoje ręce powierzam życie swoje. I Bartosz go nie opuścił - przypomina Bożena Orzechowska.
Ciało plutonowego Bartosza przywieziono do Zamościa. W domu państwa Orzechowskich były wystawione warty przy trumnie.
Krzyż służby
Już w piątek wieczorem było wiadomo, że w uroczystościach
pogrzebowych weźmie udział Prezydent RP Lech Kaczyński. W sobotę od rana na
ulicach Zamościa stały rozstawione patrole policji.
Przed dom Orzechowskich została wyniesiona trumna z ciałem
zmarłego. Po modlitwie, kondukt wyruszył do Katedry. O godz. 12 rozpoczęło się
nabożeństwo. Przybyli na nie minister spraw zagranicznych Anna Fotyga, minister
spraw wewnętrznych i administracji Władysław Stasiak, szef Biura Ochrony Rządu,
pułkownik Andrzej Pawlikowski. Był prezydent Zamościa Marcin Zamoyski, senator
Jerzy Chróścikowski, poseł Sławomir Zawiślak, przedstawiciele Komendy Głównej
Policji, Izby Celnej, Straży Granicznej. O godz. 11 w Mokrem miał wylądować
śmigłowiec, którym miał przybyć Prezydent RP Lech Kaczyński. Nastąpiło to
kilkadziesiąt minut później. Prezydent pojawił się w Katedrze na kilkanaście
minut przed zakończeniem mszy św. Nabożeństwo celebrował biskup polowy WP, gen.
dyw. Tadeusz Płoski w koncelebrze z kapelanami Wojska Polskiego, Biura Ochrony
Rządu, Straży Granicznej, oraz ks. Czesławem Grzybem, proboszczem parafii
katedralnej, ks. podpułkownikiem Andrzejem Puzonem, proboszczem par. NMP
Nieustającej Pomocy w Hrubieszowie, kapelanem hrubieszowskiej jednostki
wojskowej oraz ks. pułkownikiem Bogusławem Romankiewiczem, kapelanem Garnizonu
Zamość.
Biskup Tadeusz Płoski wygłosił kazanie, w
którym mówił o życiu Bartosza Orzechowskiego. Przypomniał o przebiegu jego
służby w Biurze Ochrony Rządu.
Bartosz Orzechowski
zgłosił się do BOR w 2003 roku. - Na zajmowanych stanowiskach służbowych
wykonywał zadania związane z ochroną bezpośrednią obiektów (m.in. premiera RP) i
osób. Tu dał się poznać jako twardy i zaprawiony w służbie i życiu
funkcjonariusz, promieniując jednak zawsze swoim ciepłem, pogodą ducha i
koleżeńskością. W 2005 roku z uwagi na wzorowe wykonywanie obowiązków
służbowych, szef BOR skrócił Bartoszowi okres służby przygotowawczej i powołał
go do służby stałej. W 2007 roku Bartek zgłosił swój akces do służby ochronnej w
placówkach dyplomatycznych za granicą. Decyzja padła na Irak. Służbę tę podjął
jako patriotyczny obowiązek dla dobra Ojczyzny naszej Polski, dla której jak
mówił najbliższym, gotów jest zawsze oddać nawet życie – mówił o Bartoszu bp.
Płoski. - Bartosz miał za trzy tygodnie wrócić do kraju. Stało się inaczej...
Panie, w połowie dni dojrzałości podałeś Bartoszowi krzyż służby na irackiej
ziemi, który poprowadził go w ludzkich wymiarach poprzez tajemniczy, tragiczny
zamach do śmierci. (...) Tu nasuwają się słowa świętego Pawła: Nikt zaś z nas
nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie. To tylko po ludzku
niedokończona symfonia. Krzyż i twarda funkcjonariuszowska służba stały się
łaską przygotowania na moment śmierci.
Nabożeństwo zakończono strofami „Barki”, ulubionej pieśni religijnej Bartosza.
Ostatnie
pożegnanie
Po nabożeństwie z Katedry na cmentarz przy ul. Peowiaków przeszedł kondukt pogrzebowy. Prowadziła go Kompania Honorowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Grała Orkiestra Komendy Stołecznej Policji.
Liturgię przy grobie sprawował
biskup Tadeusz Płoski.
Porucznik Jacek Gargul, podporucznik Piotr Górski, sierżant Bartłomiej Hebda, którzy razem z Bartoszem jechali w konwoju, przekazali małżonce Bartosza Orzechowskiego jego czapkę i flagę, którą okryta była trumna.
Odczytano akt
mianowania plutonowego Bartosza Orzechowskiego na stopień podporucznika.
Prezydent Lech Kaczyński odznaczył Bartosza Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża
Wojskowego. To najwyższe odznaczenie państwowe, jakie jest przyznawane „w czasie
pokoju za czyny bojowe przeciwko aktom terroryzmu”.
Prezydent Kaczyński przemawiając nad grobem Bartosza mówił, że „wojna ma swoje prawa”. Polska bierze w tej wojnie udział, ponieważ to leży „w interesie tej cywilizacji, do której należymy, i leży to w interesie naszego państwa”. Prezydent podkreślał, że Bartosz „zginął śmiercią bohaterską, walcząc do końca, oddał życie w dobrej sprawie”.
- W sprawie walki z tymi, którzy chcą nasz świat zamienić w piekło. Musimy z nimi walczyć i musimy postępować czasem tak, jak wasz syn – mówił prezydent zwracając się do rodziny zmarłego. - Jego śmierć przypomina mi żołnierzy oddziałów szturmowych Armii Krajowej, legionistów marszałka Piłsudskiego. Przypomina mi najlepsze tradycje naszych sił zbrojnych, najlepsze tradycje polskiego bohaterstwa – mówił prezydent Kaczyński.
Z kolei minister Władysław Stasiak
zaznaczył, że śmierć porucznika Bartosza Orzechowskiego przypomina, jaki jest
sens słów „służba Polsce”, „poświęcenia dla ojczyzny”.
Porucznika Orzechowskiego pożegnał też pułkownik Andrzej Pawlikowski, szef Biura Ochrony Rządu.
Duma i honor
3
października informacja o zamachu, w którym zginął Bartosz Orzechowski, a
ambasador RP został ciężko ranny była pierwszą, jaką podawały stacje radiowe i
telewizyjne. Następnego dnia doniesienia o tragedii w Iraku trafiły na czołówki
gazet. Czas mijał, a informacje o zdarzeniu schodziły na dalszy plan. Skromne
depesze informowały już tylko o stanie zdrowia ambasadora Edwarda Pietrzyka,
który przebywa obecnie w Centrum Leczenia Ciężkich Oparzeń w Gryficach. Śmierci
Bartosza Orzechowskiego gazety poświęcały kilkanaście, góra kilkadziesiąt słów.
Ale dla najbliższych Bartosza życie po 3 października już nigdy nie będzie takie jak wcześ- niej. Andrzej Orzechowski, ojciec Bartosza, w sobotę podczas pogrzebu mówił, jak syn był bardzo związany z rodziną, jak będzie wszystkim brakowało jego obecności, pogody ducha. I rozmów telefonicznych, czy SMS-ów. Zapewniał, że kocha, tęskni, że niebawem będą razem.
- Teraz jest tylko cisza – mówiła w sobotę Bożena Orzechowska.
Nie może sobie wybaczyć, iż choć nie
chciała, aby syn nie wyjeżdżał do Iraku, nie zdołała go przekonać.
Miał też inne marzenia, o wiele ważniejsze, które dla
niego, jak też najbliższych pozostaną nigdy niespełnione. Choćby te najprostsze,
aby być razem w czasie świąt, w niedzielę. I te większe. Z żoną Małgorzatą
planowali ślub kościelny. Chcieli, aby uroczystość odbyła się w małym, wiejskim
kościółku, w górach. Dlatego na koniec nabożeństwa w Katedrze, policyjna
orkiestra grała góralskie melodie. Chcieli mieć dzieci.
Joanna Pilip-Tabiszewska nie chce mówić o tym, czy jej siostrzeniec oddał życie w dobrej sprawie, jak zapewniał prezydent Kaczyński. Powie tylko, że są rzeczy ważniejsze: dom, rodzina, dzieci. Ważniejsze niż poświęcenie życia w wątpliwej, bo nie naszej wojnie. Podobnie jak inni krewni i znajomi Bartosza, nie może pogodzić się z jego stratą. Ale jak oni szanuje jego decyzję wyjazdu do Iraku, poświęcenie, lojalność, wierność złożonej przysiędze.
- Wypełniał do końca swój obowiązek. Jesteśmy z niego dumni – mówi o synu Andrzej Orzechowski.
- Był gotów oddać życie za drugiego człowieka. Za każdego. Zrobiłby to jeszcze raz – zapewnia Małgorzata, żona Bartosza.
zobacz
zdjęcia
...............................................
Ojczyzna nie ubezpiecza
Po uroczystościach pogrzebowych, w zamojskiej restauracji „Corner Pub” spotkali się najbliżsi, znajomi oraz zaproszeni goście. Wśród tych ostatnich byli m.in. prezydent Lech Kaczyński, minister spraw wewnętrznych i administracji Władysław Stasiak, szef BOR, pułkownik Andrzej Pawlikowski. Przed lokalem czekało kilkudziesięciu funkcjonariuszy BOR i policji.
Minister
Stasiak zapewnił, że małżonka Bartosza Oszechowskiego dostanie odszkodowanie. 20
tys. zł od MSWiA, 20 tys. zł od premiera. - Prezydent też coś da - zapewniał
Władysław Stasiak.
Bartosz Orzechowski dostanie też odszkodowanie, ale to dlatego, że sam sobie wykupił dodatkową polisę, bowiem BOR tego nie robi. Dopiero później BOR rekompensuje koszt polis, ale bierze na to środki np. z funduszu nagród. Ustawa o BOR ma być jednak znowelizowana przez Sejm RP. Jak zapewnia minister Stasiak, w zmienionej ustawie znajdzie się zapis, mówiący o dodatkowym zbiorowym ubezpieczeniu funkcjonariuszy BOR. Najwyższy czas. W poniedziałek (8 października) pod polską ambasadą w Bagdadzie znowu było gorąco. Wybuchły cztery bomby. Na szczęście ofiar w ludziach nie było.
Pomoc Orzechowskim zadeklarowały Miejskie Centrum Pomocy
Rodzinie, Straż Miejska (tam pracuje Bożena Orzechowska, mama Bartosza).
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|