|
Prawica Rzeczypospolitej do wyborów idzie w koalicji z Ligą Polskich
Rodzin i Unią Polityki Realnej. Jednak do tej pory ostateczne listy kandydatów
nie zostały ustalone.
- Co dzień, to nowina. Jak to w polityce - mówi Łukasz Borowiec z Aleksandrowa, pełnomocnik okręgowy Prawicy Rzeczypospolitej.
Na razie pewne jest tylko, że kandydatem do Senatu RP będzie prof. KUL Adam Biela. Z Zamojszczyzny o miejsce w senacie będzie walczyła Maria Sendecka, lekarz z Tomaszowa Lubelskiego, szefowa tamtejszych struktur LPR. Na liście wyborczej znajdzie się też z pewnością Łukasz Borowiec.
- Będę w pierwszej
czwórce kandydatów - zapewnia.
Kto jeszcze będzie
kandydował? W poniedziałek (17 września) nie było wiadomo. Wśród kandydatów do
Sejmu RP był (ale nie na 100 proc.) wicestarosta biłgorajski Stanisław
Schodziński. Ostatecznej decyzji nie podjął. Powód miał ważny. Otóż Schodziński
miał opory czy wypada kandydować z tej samej listy, co poseł LPR Wojciech
Wierzejski.
Schodziński jest związany z LPR i jak
wyjaśniał nie życzył sobie, aby po wyjściu z koalicji z Prawem i
Sprawiedliwością jego ugrupowanie zawiązywało koalicję z „Samoobroną”.
Schodziński nie ukrywa, że niekoniecznie podobała mu się koalicja „LiS” (LPR i
Samoobrona). Zresztą, jak zauważa, ten dziwny związek LPR z „Samoobroną” nie
wyszedł tej pierwszej partii na dobre. To dlatego LPR straciła w sondażach.
Oczywiście winę za taki stan rzeczy ponoszą liderzy LPR. A tak się składa, że
jeden z nich Wojciech Wierzejski chce walczyć m.in. na Zamojszczyźnie o głosy
wyborców. Gdyby na liście kandydatów nie było Wierzejskiego, Schodziński nie
opierałby się przed kandydowaniem.
Łukasz Borowiec zdradza, że ten sam kłopot jest z Marią Gmyz, byłą przewodniczącą Rady Miasta w Zamościu.
- Chciałbym, aby pani Maria kandydowała, ciężko pracowała, wyborcy LPR chętnie by na nią głosowali - mówi Borowiec. I wyjaśnia, że o ile Maria Gmyz dopuszcza możliwość kandydowania z tej samej listy co Wierzejski, to życzy sobie, aby mieć miejsce wyższe niż jeden z najbliższych współpracowników Romana Giertycha.
- Na razie nie wiem,
czy będę kandydowała - mówi Maria Gmyz. - Proszę napisać, że to zdanie pana
Borowca, a nie moje. Przyznam jednak, że jest w tej opinii trochę prawdy.
Maria Gmyz nie chciała jednak odpowiedzieć czy
chodzi o to, aby być wyżej na liście niż Wierzejski i czy to ze względu na niego
nie podjęła ostatecznej decyzji o starcie w wyborach.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|