newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Franciszka, Kazimiery, Ruty strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Adam Jaworski
Data: 8.08.2007, 10:01
Zmiany: 8.08.2007, 10:01
Czytane: 1048x
Komentarzy: 0 [sprawdź]

  
Miesiąc z wiosłem w ręku [20/1]

[przeczytane: 20x/komentarzy: 1]
Archiwum: 508   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Chłopski urok Roztocza  

Zwierzyniec, kościół pw. Matki Bożej Królowej Polski. Rozpoczyna się nabożeństwo. Ksiądz proboszcz Emil Wojtaś, wita zgromadzonych na mszy św. najpierw turystów, później miejscowych. Wierni ze Zwierzyńca nie mają mu tego za złe. Wiadomo, że ich miasto i okolica żyje z turystów. Chodzi o to, aby przyjeżdżało ich coraz więcej. Ale jak to zrobić?

Marek Marcola, właściciel Kwatery Prywatnej „Przedpole” w Zwierzyńcu, wiceprezes Lubelskiego Związku Stowarzyszeń Agroturystycznych, wiceprezes Lokalnej Organizacji Turystycznej „Zamość i Roztocze”. Był wiceburmistrzem Zwierzyńca, dyrektorem Domu Kultury. Gdy odszedł z urzędu, nie miał najmniejszych wątpliwości co będzie robił. Jeszcze na początku lat 90. zorientował się, że zyski, jakie może osiągnąć zarabiając na turystyce, będą coraz większe.
- Gdy wtedy chciałem założyć stowarzyszenie kwaterodawców, trudno było zebrać 15 osób – wspomina Marcola.
A na początku lat 90., aby podejmować gości wystarczył pokoik, niekoniecznie z osobną łazienką. Teraz standardy znacznie wzrosły.
Stowarzyszenie udało się założyć.
- Z tych kilkunastu osób, które zapisały się na początku, pozostało zaledwie kilka. Ale pojawili się nowi. Teraz jest nas 40 – mówi Marek Marcola.

To wcale nie znaczy, że tylko tyle osób w Zwierzyńcu zajmuje się prowadzeniem gospodarstw agroturystycznych. Niemal co kilkanaście metrów można zauważyć szyld z informacją o tym, że właściciel domu wynajmuje pokoje.
Marek Marcola ostrożnie liczy, że poza 40 kwaterodawcami ze stowarzyszenia, jest jeszcze przynajmniej 40, którzy w ten sam sposób zarabiają na przyjezdnych i zgłosili tego typu działalność gospodarczą. Ile osób wynajmuje pokoje nieformalnie? Tego nikt dokładnie nie wie. Ale tak bogata oferta świadczy o jednym: Zwierzyniec z turystyki żyje. Przynajmniej w sezonie, czyli w czasie wakacji. Trzy razy w roku znalezienie choćby najmarniejszego wolnego pokoju graniczy niemal z cudem.
- To długi weekend majowy, dni wolne od pracy, kiedy przypada święto Bożego Ciała. I jeszcze połowa sierpnia, gdy obchodzone jest święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i Dzień Wojska Polskiego – wylicza Marcola. – Rocznie turyści tylko w Zwierzyńcu zostawiają ok. 3 miliony złotych. To tak, jakby w mieście był jeden może nieduży, ale za to solidny zakład pracy.

Wakacje w Bondyrzu? Dlaczego nie?
To nie wszystko. Nie ma chyba na Roztoczu, a w okolicach Zwierzyńca z pewnością miejscowości, w której nie można byłoby wynająć pokoju. Turysta może też znaleźć dach nad głową w miejscowościach, które do niedawna za atrakcyjne nie uchodziły. Tak przynajmniej sądzili ich mieszkańcy.
Elżbieta Tkacz z Bondyrza z turystów żyje od 4 lat. To znaczy, wtedy zaczęła działać w branży agroturystycznej, teraz jest prezesem Stowarzyszenia Gospodarstw Agroturystycznych w gminie Adamów. Jak sama mówi, zajęła się agroturystyką, ponieważ zorientowała się, że w ten sposób może podreperować domowy budżet.
- A potrzeby są duże. Mam trzech synów, studiują – wyjaśnia.
Elżbieta Tkacz przed czterema laty nie bardzo wierzyła, że w Bondyrzu można żyć z turystyki.
Wszyscy przyzwyczaili się, że turyści odwiedzają Krasnobród, Zwierzyniec, na pewno Zamość. Ale, że będą chcieli spędzać urlop w Bondyrzu, czy w innej tego typu miejscowości? A jednak.
Elżbieta Tkacz wyjaśnia, że w kwestii uświadomienia możliwości czerpania dochodów z turystyki dużo zrobiła gmina. Zapewniła też promocję. Poza tym wzrosła atrakcyjność okolicznych terenów. Jest wyciąg narciarski w Jacni, w tej samej miejscowości planowana jest budowa zalewu.
Elżbieta Tkacz zaciągnęła kredyty na budowę domu, w którym urządziła też pokoje dla gości. Interes się rozwija, na podwórku stoi betoniarka (w pełnej gotowości do pracy), otoczenie nie przypomina zacisznego zakątka. Ale gościom pani Elżbiety to zdaje się nie przeszkadza. Właścicielka mówi, że wśród osób, które do niej przyjeżdżają, przeważają ludzie starsi. Co nie znaczy, że spędzają czas na siedzeniu w domu.
- Zwiedzają okolicę, wypożyczamy im rowery, niektórzy nawet tego nie chcą, wystarczą im spacery – opowiada Elżbieta Tkacz. - Goście przyjeżdżają z reguły na kilka dni. Smakują im potrawy domowej kuchni. Warzywa z mojego ogrodu, swojskie wędliny.
Przyznaje jednak, że turyści nie wracają, to znaczy, każdego roku zjawiają się inni.

Górale trzymają się mocno
Takich kwater jak u Elżbiety Tkacz jest na Zamojszczyźnie kilkaset. Wydawać by się mogło, że wymagania przyjezdnych nie są zbyt wygórowane. Ale Marek Marcola ostrzega, że to się wkrótce zmieni. I jeszcze jedno, przykład Elżbiety Tkacz świadczy o tym, że najważniejszym towarem, jaki oferuje Roztocze, jest ono samo. Czyli?
- Klimat, piękne krajobrazy, ale też stara architektura – mówi Marcola. Nie ukrywa, że z tym ostatnim jest najgorzej i jeśli nic się nie zmieni, turystów chętnych do przyjazdu na Roztocze będzie coraz mniej.
Marcola prowadzi też szkolenia dla osób już prowadzących gospodarstwa agroturystyczne, czy po prostu wynajmujących kwatery oraz dla takich, które zamierzają rozpocząć tego typu działalność.
- W czasie takich szkoleń zawsze mówię, że jeśli turyści nie wracają, gospodarzom powinno zapalić się światło ostrzegawcze i trzeba znaleźć przyczynę. Ja mam na szczęście wielu stałych gości. Niektórzy spędzają u nas wakacje od 7 lat. Są dla nas niemal jak rodzina.
Marcola wyjaśnia, że trzeba odpowiedzieć sobie na pewne pytania. Czego u licha szukają turyści na Roztoczu? Dlaczego decydują się pokonać kilkaset kilometrów, tłuc się po marnych drogach, wynająć pokój w najzwyklejszym domu z pustaków, w dodatku jeszcze nie do końca wykończonym. I w końcu, dlaczego godzą się mieszkać pod jednym dachem z gospodarzami w okolicy, która nie jest w stanie zapewnić im tego, co miejscowości położone w Tatrach, nad Bałtykiem czy choćby na Mazurach lub w Bieszczadach. Jeśli o te ostatnie chodzi, to przecież o spokój i ciszę tam zdecydowanie łatwiej niż na Roztoczu.
- Mieszkańcy innych regionów szukają u nas odmienności, dlatego tak ważne jest zachowanie regionalizmu. Zwłaszcza w architekturze jest pod tym względem bardzo źle. Polska szybko się unifikuje, na wsiach rosną domy nie pasujące do krajobrazu. To budynki, które w żaden sposób nie nawiązują do lokalnych tradycji – tłumaczy Marcola. – Zalewa nas nowoczesna pseudoarchitektura, wkrótce wszystkie regiony się do siebie upodobnią. Pod tym względem tylko Podhale trzyma się mocno.

Made in Roztocze
Podobnie jak Marek Marcola, myślą Anna i Stanisław Jachymkowie, właściciele „Zagrody Guciów”. Gdy kilkanaście lat temu zamiast „iść w beton” wybrali drewno, kupowali stare wiejskie chałupy, wielu traktowało ich jak dziwaków.
Stanisław Jachymek zapewnia, że wtedy, jak i teraz, aby zaistnieć w branży trzeba pokonać opór urzędników wszelkiej maści.
- Mam jaja jak te dwie dynie, dlatego przetrwałem - stwierdza Jachymek.
Czas pokazał, że to Jachymkowie mają rację, a nie ci, którzy budowali domy z pustaków (często wręcz cudaczne), teren przed budynkami zalewali betonem, na podjazdach kładli kostkę, a wszystko grodzili betonowym płotem. U Jachymków płoty są z patyków, ewentualnie z rzadka zamocowanych desek.
Dzisiaj „Zagroda Guciów” funkcjonuje jak przedsiębiorstwo. Od wiosny do późnej jesieni niemal każdego dnia „Zagrodę” odwiedza kilkanaście osób (w sezonie ponad 100).
Anna Jachymek ubolewa nad tym, co się dzieje na roztoczańskich wsiach. Już mniejsza o to, że w centrum słynącego z atrakcji turystycznych Krasnobrodu wycięto drzewa, a na placu króluje beton. Gorzej, że to samo dzieje się już i na wsiach.
Stanisław Jachymek: - Nie wolno wycinać starych drzew, nie wolno burzyć starych domów.

Anna Jachymek przekonuje, że to nieprawda, iż na wsiach ludzie nie chcą starych domów, pod względem architektonicznym nawiązujących do tradycji regionu. Jedyne czego brakuje, to edukacji. Przydałyby się też ulgi np. podatkowe (to już rola lokalnych władz samorządowych) dla tych, którzy zechcą budować domy z drewna, przypominające te, jakie na Roztoczu wznoszono kiedyś. Można też w ten sam sposób, czyli ulgowo, potraktować gospodarzy, którzy nie będą wycinali starych owocowych drzew.
Jachymkowie goszczą turystów w budynku drewnianym, wcale nie nowoczesnym. Cała zagroda wygląda tak, jakby została zbudowana sto lat temu (w zasadzie niektóre budynki są pewnie niewiele młodsze, w dodatku kryte strzechą).
- W pokojach dla gości nie ma telewizorów – podkreśla Anna Jachymek. Przyznaje, że zdarzyło się, iż z tego powodu turyści zrezygnowali z gościny w Guciowie i zdecydowali się szukać kwatery gdzie indziej. Ale mimo to telewizorów w pokojach jak nie było, tak nie ma.

Zdaniem Jachymków, najbardziej cennym produktem Roztocza jest widok poletek poprzecinanych gęsto miedzami, lasów bukowo-jodłowych. Atutem jest też stara architektura.

Tymczasem nie robi się nic, żeby pomóc wsi wrócić do tradycji. Nie kształci się rzemieślników, ginie stare wzornictwo, upada garncarstwo. O ludowej muzyce nie ma już nawet co wspominać.
- Szkoły wyższe w Zamościu, ale nie tylko, kształcą bezrobotnych. Uczą całej masy różnych niepotrzebnych rzeczy. No i jest tak, że absolwent nie potrafi wykonać najprostszych czynności. A krowy wydoić to już wcale – biada Stanisław Jachymek. – Biedny, bezradny człowiek. Nie ma zielonego pojęcia nawet o historii swojego regionu. Nie wie nic. To czego od niego dowie się ktoś z Warszawy, Krakowa, Katowic? Niczego. Jeśli już zawita na Roztocze, nie dowie się o nim niczego ciekawego i drugi raz na urlop wybierze się gdzie indziej.

Były dinozaury, jest bursztyn
- Stanisław Jachymek, co by o nim nie powiedzieć, to mistrz reklamy – przyznaje Marek Marcola.
Bo Jachymek oprowadzając po „Zagrodzie”, potrafi opowiedzieć o historii, o tym jak na wsi żyło się w starych, dobrych czasach, wyjaśni jak działa kołowrotek, jak wypiekano chleb, pokaże żarna, stary drewniany siewnik. A jak go poniesie, to oprowadzi po okolicy, zauroczy starą sosną, powie o złożach minerałów, zahandluje (w jednym z budynków „Zagrody Guciów” jest coś na kształt sklepiku z pamiątkami). Wreszcie, zdradzi tajemnicę wykopalisk, których wyniki (poparte opiniami profesjonalnych archeologów) dają pewność, że na Roztoczu żyły dinozaury, o czym świadczą zachowane w kamieniu odciski łap tych stworzeń). Jachymkowi marzy się rekonstrukcja szkieletu dinozaura, który stanąłby obok jego „Zagrody”. Chciałby też utworzyć muzeum geologiczne. Nie może pogodzić się z tym, że Izba Celna w Białej Podlaskiej przekazała zarekwirowany przemytnikom bursztyn Muzeum Historycznemu Miasta Gdańska i Muzeum Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu. Ważącą 1,8 kg bryłę dostała placówka w Gdańsku i będzie to jej największy tego typu eksponat. Instytucje, którym celnicy mają przekazać wykopany na Ukrainie bursztyn wskazał wojewoda lubelski.
- A dlaczego tego bursztynu nie dostało muzeum w Zamościu? Dlaczego wojewoda zdecydował tak, a nie inaczej? Przecież bursztyn w muzeum w Gdańsku na nikim nie zrobi specjalnie wrażenia. A gdyby został w Zamościu? Czy nikogo by nie zainteresowało, że największa w Polsce bryła bursztynu jest kilkaset kilometrów od Bałtyku? Można by przy okazji powiedzieć, że nie tylko na Ukrainie, ale i w Polsce, właśnie na terenach Zamojszczyzny znajdują się pokłady bursztynu. Jestem pewien, że w ten sposób zainteresowanie turystów muzeum zamojskim by wzrosło. Ale cóż, u nas o wszystkim ciągle decydują urzędnicy - wzdycha Jachymek.

Marek Marcola służy swoim gościom kompleksową informacją nt. szlaków turystycznych (pieszych i rowerowych), wskazuje miejsca, które warto zobaczyć.
- W ofercie Polskiej Organizacji Turystycznej tradycyjnie króluje triada: góry, morze, Mazury. Roztocze turyści muszą odkryć sami, ale trzeba im w tym pomagać – mówi Marcola. Jego zdaniem, jesteśmy w dosyć korzystnej sytuacji, gdyż wzrasta zainteresowanie Lwowem, a Roztocze często jest etapem w podróży na Ukrainę.

Swojskie klimaty
Podwórko w Zagrodzie Jachymków porasta trawa (koszona kosą), ogródki przed budynkami są skromniutkie.
- Bo takie kiedyś były – mówi Anna Jachymek.
Gospodyni na wsi nie miała za dużo czasu, aby pielęgnować kwiaty. Podobnie jak brakowało jej czasu, żeby pielić grządki. Stąd między grządkami były (i u Jachymków są) chwasty. Gdzieniegdzie widać pokrzywy. – Pokrzywa przy płocie daje różnorodność, ma właściwości dezynfekujące, zresztą na bazie pokrzyw są wytwarzane preparaty do ochrony roślin – mówi Anna Jachymek i przypomina, co na ten temat zwykła powiadać jedna z mieszkanek Guciowa: „tam, gdzie jest pokrzywa, owada, komara nie przejdzie”.
Na ścieżce przy wejściu do Zagrody w Guciowie po deszczu zawsze jest kałuża. Gospodarze specjalnie nie wyrównują terenu, kiedyś nad kałużą kładli deski, to dla wygody gości. Teraz już nawet i tego nie robią. Uznali, że kałuża, to też jakieś urozmaicenie. Nie warto z niego rezygnować. A, że komuś wydaje się to nieestetyczne? A niech się wydaje.
- Bo co, już tak całkiem Niemcem zostać? Nigdy! – denerwuje się Anna Jachymek.

........................................................

Za co płacą?

Opłaty za nocleg są niewielkie, wynoszą od 18 do 40 zł (za osobę). Niektórzy wynajmujący pokoje oferują też obiady. Za dwudaniowy posiłek trzeba zapłacić 15-25 zł. Właściciele gospodarstw agroturystycznych (i nie tylko) coraz częściej zajmują się też wynajmowaniem rowerów. Kto chce oglądać uroki Roztocza z wysokości siodełka rowerowego, za wynajęcie bicykla na cały dzień zapłaci ok. 20 - 25 zł. Coraz chętniej turyści wynajmują też kajaki. Cały dzień wiosłowania w „dwójce” to koszt 20 - 30 zł.

Zdaniem Marka Marcoli, odwiedzający Roztocze to głównie mieszkańcy dużych miast: Warszawy, Krakowa, Łodzi, Lublina. Chętnie przyjeżdżają też Ślązacy. Coraz częściej na Roztoczu goszczą mieszkańcy Białegostoku, Gdańska.

Co jakiś czas na Roztocze zaglądają też goście zagraniczni. Być może byłoby ich więcej, gdyby nie to, że właściciele kwater i gospodarstw agroturystycznych oraz pracownicy restauracji nie zawsze radzą sobie z językami obcymi.

Informacje o Roztoczu, miejscach noclegowych turyści czerpią głównie z Internetu. Gospodarstwa agroturystyczne, stowarzyszenia kwaterodawców dbają o to, aby być w nim obecne.
Swoje robi też udział stowarzyszeń skupiających podmioty działające w branży w targach turystycznych.

...........................................

Dołożą do interesu
Ci, którzy chcą zajmować się agroturystyką, mogą skorzystać z dofinansowania. Warunki uzyskania pomocy określa Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 - 2013 (różnicowanie w kierunku działalności nierolniczej).

Z dofinansowania będzie mógł skorzystać rolnik, małżonek rolnika lub domownik (pełnoletni; ale nie ukończył 60 lat). Starający się o dofinansowanie powinien być ubezpieczony (opłacać składkę KRUS) przez co najmniej 12 miesięcy poprzedzających miesiąc złożenia wniosku o przyznanie pomocy. Kolejny warunek - podmiot ubiegający się o dofinansowanie musi prowadzić działalność w miejscowości należącej do gminy wiejskiej, miejsko-wiejskiej, miejskiej (o ile miejscowość, w której zarejestrowana jest działalność nie liczy więcej niż 5 tys. mieszkańców).
Można liczyć na refundację nawet 50 proc. poniesionych nakładów (kosztów kwalifikowanych). Maksymalna kwota dotacji wynosi 100 tys. zł.

Koszty kwalifikowane, to np. budowa, przebudowa lub remont połączony z modernizacją niezamieszkanych obiektów wraz z zakupem instalacji technicznej oraz wydatki na rozbiórkę i utylizację materiałów szkodliwych pochodzących z rozbiórki. Refundacji podlegają też np. wydatki na zagospodarowanie terenu, zakup maszyn, urządzeń, środków transportu (z wyłączeniem samochodów osobowych przeznaczonych do przewozu mniej niż 8 osób), narzędzi, wyposażenia, sprzętu komputerowego i oprogramowania (o ile ma służyć prowadzeniu działalności nierolniczej.

Wnioski o dofinansowanie należy składać w placówkach Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Termin rozpoczęcia przyjmowania wniosków na ten rok nie został jeszcze ustalony.

Szczegółowe informacje nt. przyznawania dofinansowania są dostępne na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (www.minrol.gov.pl). Należy szukać odnośnika: PROW 2007-2013.

 




Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]