newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Beaty, Racibora, Sabiny strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Julia Rodzik
Data: 11.07.2007, 10:01
Zmiany: 11.07.2007, 10:01
Czytane: 519x
Komentarzy: 0 [sprawdź]

  
Astromaniacy w Kawęczynku [24/1]

[przeczytane: 24x/komentarzy: 1]
Kawałek Czeczenii w Lubyczy [32/3]

[przeczytane: 32x/komentarzy: 3]
Archiwum: 509   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Non omnis moriar  

Wspomnienie o śp. Łucji Burdowej, nauczycielce szkół średnich w Zamościu

19 lutego odeszła do wieczności p. Łucja Burdowa, wieloletnia nauczycielka szkół średnich: Liceum Pedagogicznego, II i I Liceum Ogólnokształcącego w Zamościu. Urodziła się w 1914 r., w rodzinie Kwiatkowskich, a dzieciństwo spędziła w gronie czwórki rodzeństwa: Janiny, Zofii oraz Henryka i Jana. Zamiłowanie do zawodu nauczycielskiego kształtowała już przed wojną w Seminarium Nauczycielskim. Ukończyła też szkołę muzyczną, grała na skrzypcach i śpiewała w chórze. Swoje pierwsze kroki pedagogiczne stawiała w Szkole Podstawowej nr 5 w Zamościu. Studia biologiczne ukończyła już po wojnie w Poznaniu. W 1937 r. w Krzemieńcu poznała młodego nauczyciela Stanisława Burdę. Romantyczna miłość została ukoronowana małżeństwem, a owocem jego była córeczka Bogusia.

Ponury okres okupacji hitlerowskiej zapisał się w życiu p. Łucji tragicznymi zgłoskami. Oto jej mąż Stanisław, oficer AK, po bitwie pod Zaborecznem 2 lutego 1943 r. trafił do obozu przejściowego w Zamościu. Wierna i kochająca małżonka próbowała go bronić w różny sposób, m.in. pragnęła nawiązać kontakt z folksdojczem Mazurkiem, który niegdyś mieszkał z jej rodziną w jednym domu. Kilka miesięcy przed śmiercią p. Łucja ze wzruszeniem opowiadała: „Pewnego dnia 1943 r. razem z siostrą czekałam na Mazurka, przy ulicy Krysińskiego, gdyż tędy zawsze chodził do pracy. Niestety, zamiast niego spotkałam Gestapo. Niemcy wylegitymowali nas i zabrali do baraków przy ulicy Partyzantów. Po krótkim śledztwie Niemiec uderzył mnie w twarz i uszkodził słuch – schorzenie pozostało, odczuwam je do dzisiaj. Skierowano mnie do obozu przejściowego w Zamościu. Przebywałam w baraku nr 13, a w 14 leżał ciężko chory mój mąż, gdyż był bestialsko torturowany na śledztwach. Później wywieziono go na Majdanek, gdzie skończył życie. Mnie – mówi p. Łucja – wypuszczono na wolność”.

Zofia Chećko, siostra Zmarłej wspomina, że p. Łucja wielką wrażliwością i troską otaczała wszystkich członków rodziny, szczególnie zaś córkę Bogusię i siostrzeńca Piotra. Pomogła mu przebrnąć trud nauki w szkole średniej, a kiedy założył rodzinę przeżywała boleśnie chorobę i śmierć jego synka.
Łucja Burdowa całą swoją istotą – duszą i sercem wrosła w środowisko rodzinne i szkolne. Z tą piękną postacią skromnej, ale wielkodusznej nauczycielki można związać słowa Ojca św. Benedykta XVI: „Każdy wnosi do życia wspólnoty bogactwo swojej osobowości i może tym w różnoraki sposób konkretnej wspólnocie służyć, ale również tutaj może uczyć się tego, co jest praktyką wiary, by samemu umacniać się w wierze”.
Pani Łucja praktykę wiary realizowała w konkretnym życiu – w miłości, nie tylko do ludzi, ale i do przyrody. Kochała każdy kwiatek, każdą roślinkę w swoim ogródku przy ulicy Haukego, a kiedy znalazła się w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym, część swojego skromnego posiłku oddzielała ulubionemu, pozostawionemu w domu pieskowi.

Zmarła – do ostatniej chwili życia – z troską o przyszłość Ojczyzny śledziła pierwsze kroki prawicowego rządu, słuchała też chętnie lektury tych książek, które mówiły o przeszłości Polski. Szczególnie pasjonował ją los polskich lotników w czasie ostatniej wojny (z książki „Sprawa honoru”); przecież jednym z nich był jej brat Henryk, który swoje dramatyczne, ale i bohaterskie dzieje przekazał w autobiograficznej książce „Bomby poszły”.

Krótka relacja na temat tej skromnej, pracowitej i wielkodusznej nauczycielki nie wyczerpuje wszystkich rysów jej bogatej osobowości.

Należy na koniec jeszcze podkreślić, że p. Burdowa była zawsze otoczona przyjaciółmi, odwiedzali ją uczniowie i uczennice, a rok temu złożyli jej wizytę absolwenci I LO z klasy p. J. Zacharowa, 40 lat po maturze – niestety już ostatni raz...

Nad trumną na cmentarzu, jakaś – już leciwa pani – skierowała do swojej wychowawczyni wzruszające słowa: „Byłaś dla uczniów matką i serce pozostawiłaś wśród nas”.
Non omnis moriar...

 




Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]