|
Informacja o śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego dotarła do Zamościa w godzinach nocnych. Już od rana organizacje społeczne urządzały alarmowe zbiórki. W Tomaszowie Lubelskim ludzie zakładali sobie czarne opaski na ręce. Tam też zanotowano kilka wypadków omdleń i szoków nerwowych
Marszałek Piłsudski wydawał się nam sztubakom prawie nieśmiertelny.
Pierwsze moje odczucia po tej śmierci, to pytanie, co teraz
będzie? Chyba wybuchnie jakaś wojna – wspomina Zygmunt Wiśniarski, wówczas
tomaszowski gimnazjalista, dziś mieszkaniec Opola.
Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r. o godz. 20.45 w
Belwederze. Jedynie wąska, ściśle zaufana elita obozu sanacyjnego wiedziała, że
był ciężko i nieuleczalnie chory (miał raka wątroby). Fakt ten jednak ukrywano
przed opinią publiczną. Śmierć wodza zaskoczyła więc społeczeństwo. Następnego
dnia rząd ogłosił sześciotygodniowy okres żałoby.
Przez dwa dni trumna ze zwłokami Marszałka była wystawiona w Belwederze. 17
maja na Polu Mokotowskim w Warszawie odbyła się defilada wojskowa. Przed złożoną
na lawecie armatniej i okrytą biało-czerwoną flagą trumną zmarłego paradowały
niemal wszystkie formacje. Defiladzie towarzyszyła gwałtowna burza z piorunami,
co – jak wspomina ówczesna prasa – na zebranych zrobiło silne wrażenie.
Do Krakowa trumna ze zwłokami Marszałka dotarła 18 maja o
godz. 8.30. Przywiózł ją specjalny pociąg żałobny, przed którym jechał pociąg
pancerny „Pierwszy Marszałek”. W kondukcie żałobnym udział wzięło około ćwierć
miliona osób. Pochód, w którym szli m.in. prezydent RP Ignacy Mościcki,
członkowie rządu, marszałkowie sejmu i senatu, przedstawiciele 16 państw, dawni
legioniści i weterani powstania styczniowego, a także okryty żałobnym kirem
ulubiony koń Marszałka – ciągnął się na długość kilkunastu kilometrów. Przejście
z dworca głównego na Wawel trwało 4,5 godziny.
W momencie składania trumny do grobu odezwał się Dzwon Zygmunt, a ustawione na wawelskim wzgórzu armaty oddały 101 wystrzałów. W testamencie Piłsudski wyraził życzenie, aby jego serce złożono na cmentarzu wileńskim na Rossie (tam znajdują się groby żołnierzy poległych w kwietniu 1919 r., w walkach o Wilno). Serce Marszałka, umieszczone w srebrnej urnie, 30 maja 1935 r. uroczyście przewieziono do Wilna.
To nieprawda, że Ciebie nie ma
Marcela Kościołko (l. 93) z Tyszowiec pamięta te uroczystości doskonale. Śpiewała w kościelnym chórze.
- Flagi były opuszczone do połowy. Organista Jan Mroziewicz nauczył nas pieśni „W mogile ciemnej śpisz na wieki”. Śpiewaliśmy ją na cztery głosy. To była piękna uroczystość – wspomina Marcela Kościołko.
Czesława Lesiuk, wówczas 9-letnia uczennica szkoły powszechnej w Tyszowcach zapamiętała, że nauczyciele kazali wszystkim uczniom nosić na ręku czarne opaski. Dzieci musiały się też nauczyć śpiewać pieśń:
„To nieprawda, że już Ciebie nie ma.
To nieprawda, że jesteś już w grobie,
Dziś płacze cała polska ziemia
Dziś cała polska ziemia w żałobie”.
- Na pogrzebie było dużo ludzi, przedstawiciele różnych organizacji ze sztandarami. Był nawet miejscowy pop – odtwarza tamte wydarzenia Czesław Lesiuk.
- Na harcerskich krzyżach nosiliśmy czarne wstążeczki na znak żałoby, a większość z nas szczery żal w sercach – dodaje Zygmunt Wiśniarski.
Uroczystości pogrzebowe
odbywały się w każdej gminie, a nawet w większych wioskach. Część z nich
organizowano spontanicznie. Wywieszano flagi państwowe, a sztandary organizacji
związkowych nakrywano kokardami z krepy. Słano depesze kondolencyjne do wojewody
lubelskiego lub bezpośrednio do Warszawy, samorzutnie organizowano akademie
żałobne i nabożeństwa. Składano publiczne ślubowania dochowania wierności
wskazaniom Marszałka. Słuchano audycji radiowych, podejmowano uchwały o nadaniu
placom i ulicom nazw Marszałka Józefa Piłsudskiego lub też o wznoszeniu pomników
ku czci zmarłego. Tak było w Jarczowie, gdzie ludność, przy budynku Urzędu Gminy
spontanicznie usypała ogromny kopiec i zadeklarowała, że na jego szczycie
zostanie wzniesiony pomnik wodza.
Niemal w każdej gminie organizowano defilady przed wystawionymi na widok
publiczny symbolicznymi katafalkami i przybranym kirem portretem Marszałka.
Defiladom towarzyszyło bicie kościelnych dzwonów i wycie strażackich „bekawek”.
Ogromna defilada z udziałem wojska odbyła się też w Hrubieszowie.
- Była prawdziwym hołdem dla śp. Marszałka społeczeństwa powiatu hrubieszowskiego, ponieważ pomimo ulewnego deszczu w defiladzie udział wzięło przeszło 8 tys. osób – relacjonował wojewodzie ówczesny starosta hrubieszowski Stanisław Marek. Zaznaczał jednocześnie, że prawie we wszystkich oknach sklepów stały żałobne portrety zmarłego wodza.
Codziennie biły dzwony
W Tomaszowie Lubelskim przez sześć dni trwania uroczystości żałobnych, codziennie, punktualnie o godz. 20.45 biły dzwony kościelne. Z raportów zachowanych w Archiwum Państwowym w Lublinie wynika, że już nazajutrz po śmierci Józefa Piłsudskiego, na dziedzińcu gmachu Urzędu Powiatowego zebrali się przedstawiciele niemal wszystkich miejscowych organizacji. Składali na ręce starosty kondolencje. Tak samo czynili naczelnicy urzędów, duchowieństwo wszystkich miejscowych wyznań, dzieci i młodzież szkolna.
- Widząc na twarzach zebranych niekłamany ból, przemówiłem wzywając społeczeństwo do zachowania spokoju i rozwagi. Zaapelowałem, by śmierć Marszałka Józefa Piłsudskiego przyczyniła się do całkowitego zjednoczenia społeczeństwa – wspominał starosta Kazimierz Wielkanowski.
Główne uroczystości odbyły się jednak 18 maja i jeśli wierzyć szacunkom starosty, wzięło w nich udział „z górą 20 tysięcy osób”. Już od wczesnego ranka, w mieście panował ruch. Zjeżdżały furmanki wiozące delegacje z terenu całego powiatu. Każda ze sztandarami lub transparentami, na których wypisano m.in. nazwy poszczególnych wsi, zakładów pracy, albo cechów rzemieślniczych. Pracownicy Cukrowni Wożuczyn przywieźli ogromny transparent „Wielkiemu Budowniczemu Polski Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu w ostatnim pochodzie pracownicy Cukrowni Wożuczyn”. Kiedy już wszyscy zgromadzili się na błoniach obok Domu Legionowego, wielotysięczny pochód (brali w nim udział też przedstawiciele organizacji żydowskich) ruszył do kościoła parafialnego i innych świątyń.
- Na wysokim katafalku umieszczona była trumna pokryta flagami państwowymi, u wezgłowia której rozłożył skrzydła Orzeł Biały, wyszyty na fladze. Trumna opasana była wielką wstęgą Orderu Virtuti Militari. Portret Marszałka Józefa Piłsudskiego przysłonięty kirem, jak i cała trumna tonęła w powodzi kwiatów – relacjonował starosta.
Po nabożeństwie, prowadzonym przez ks. dziekana Władysława Bargiela, pochód przemaszerował do doliny Marszałka Piłsudskiego (tak wówczas nazwano Siwą Dolinę). W miejsce, gdzie 21 marca 1921 r. Piłsudski przyjmował defiladę Kawalerii Jazłowieckiej. Ustawiono tam popiersie Marszałka, przed którym defilowały poszczególne delegacje. Potem były podniosłe przemowy, symboliczna trzyminutowa cisza i marsz żałobny, odegrany przez strażacką orkiestrę.
Podobny przebieg miały uroczystości na całej Zamojszczyźnie. Starosta zamojski szacował, że w tych organizowanych w gminnych brało udział od tysiąca do 10 tys. uczestników, w sołectwach nawet po 500 osób. Trzytysięczny pochód prowadzony przez legionistów przeszedł ulicami Starego Zamościa. Czterotysięczna manifestacja odbyła się w Szczebrzysznie. W Tereszpolu, po nabożeństwie, blisko tysiąc osób ruszyło w pięciokilometrową procesję do grobu powstańców styczniowych z 1863 r. w Panasówce, aby złożyć tam wieńce.
Ksiądz
strzelał w żałobie
Nie wszędzie jednak śmierć
Marszałka Piłsudskiego obchodzono z takim namaszczeniem. W Uchaniach, na
przykład, miejscowy proboszcz nie tylko, że nie wywiesił flagi żałobnej, nie
wygłosił okolicznościowego kazania, ale w czasie nabożeństwa żałobnego kazał
wyjść z kościoła 4 strzelcom, którzy pełnili wartę honorową przy katafalku.
Służby policyjne powiatu zamojskiego donosiły, że „na 34 przypadki negatywnego
odnoszenia się poszczególnych osób do uroczystości żałobnych, 14 przypada na
księży katolickich. W liczbie tej nie uwzględniono już takich wypadków jak
używanie przez księży w czasie okolicznościowych przemówień argumentów tego
rodzaju, aby nie podkreślać specjalnie zasług Marszałka Józefa Piłsudskiego”.
Władzom naraził się też ks. Błażej Nowosad, wówczas
administrator parafii rzymskokatolickiej w Górecku Kościelnym (obecnie trwa
proces beatyfikacyjny ks. Nowosada, zamordowanego przez hitlerowców i
nacjonalistów ukraińskich w 1943 r., w Potoku Górnym). Jego zachowaniem
zbulwersowanych było 50 mieszkańców wsi Aleksandrów, którzy upust swojej złości
dali w skardze, którą 26 maja wysłali do wojewody. Chodziło o wesele, które 14
maja odbyło się w Aleksandrowie.
„Ksiądz Nowosad zamiast poprzeć nauczycielstwo, które radziło wieśniakowi, żeby wesele odbyło się bez muzyki, zajął przeciwne stanowisko – nie tylko, że nie użył w tym wypadku swego wpływu, ale przeciwnie, był przez całą noc uczestnikiem tegoż wesela. Zapity chłopów bił po twarzach rzekomo dając im rękę do pocałowania, a na zakończenie urządził sobie strzelanie z rewolweru. My chłopi, chociaż bez wykształcenia, nadziwić się nie możemy postępowaniu człowieka, który ma być dla nas przykładem do naśladowania. Kiedy pastuszkowie powracali z bydłem z pastwiska w okresie żałoby narodowej, nie mieli odwagi tej przygnębiającej ciszy, jaka panowała w całej wsi zakłócić zwyczajnym śpiewem, a ksiądz inteligent, tak uszanował pamięć Wodza Narodu. Na tem nie koniec jeszcze, bo w okresie kiedy cała Polska okryła się żałobą, w jednej tylko wsi Aleksandrów odbywała się zabawa z tańcami, zorganizowana przez ks. Nowosada w łonie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, co wygląda na jaskrawą prowokację naszych uczuć patriotycznych. My wychowani w prawdziwej wierze katolickiej, w poszanowaniu prawa i władzy stwierdzamy, że robota ks. Nowosada jest prowokacją wielce destrukcyjną” - podpisali się własnoręcznie pod skargą.
Seans non stop
Obchody nie zakończyły się z dniem 18 maja. Nadal w kraju obowiązywała żałoba. Władze podsycały kult Marszałka. Wykorzystano do tego stałe, bądź objazdowe kina, w których wyświetlano film z centralnych uroczystości pogrzebowych. Obraz ten pokazano także w biłgorajskim kinie dźwiękowym „Wiedza”. Na tę okoliczność każda gmina otrzymała ściśle określoną ilość biletów i dokładny czas projekcji. Ogółem - jak wynika z zachowanych zapisów powiatowego referendarza E. Barcza - 22 czerwca wyświetlono 18 seansów dla około 7 tys. widzów z całego powiatu. Film pokazywano non stop od godz. 6 nad ranem do północy. Relacje z uroczystości obejrzało ok. 4 tys. dzieci i 3 tys. dorosłych. „Napływ ludności ze wszystkich gmin
całego powiatu był tak olbrzymi, że pomimo przekroczenia kontyngentów, wielu
widzów musiało odejść spod kina, nie oglądając wcale obrazu. (…) Dało się
zauważyć częste głosy niezadowolenia, że tylko na jeden dzień film został
przesłany. Dyrekcja kina starała się o przedłużenie choćby o jeden dzień terminu
wyświetlania filmu, lecz wszystkie zabiegi czynione w tym kierunku okazały się
bezskuteczne” – relacjonował referendarz Barcz do wydziału
społeczno-politycznego Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Nie wszyscy jednak chcieli oglądać śmierć Marszałka. W
kronikach policyjnych z tego okresu zachował się meldunek policyjny, ze wsi
Piaseczno, w gminie Dołhobyczów. 6 czerwca przybył tam z Zamościa niejaki
Kajetan Czajkowski, właściciel kina objazdowego. Podszedł do niego miejscowy
włościanin Mikołaj Dolina i zażądał, aby Czajkowski grał na harmonii. Kiedy
usłyszał, że ten nie może uczynić zadość jego prośbie ze względu na trwającą
żałobę narodową, wówczas Dolina oświadczył, że nic go to nie obchodzi, bo ma
gdzieś Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej i Rząd Polski. To zachowanie nie
uszło uwadze organów ścigania, które natychmiast wszczęły śledztwo w sprawie
znieważenie Józefa Piłsudskiego.
Incydent związany z transmisją uroczystości pogrzebowych zanotowano też w Komarowie, gdzie 15 maja właściciel miejscowego młyna Jan Wróblewski odmówił listonoszowi Leluchowi uregulowania abonamentu radiowego, gdyż: „przez cały czas w radio brzęczą o tym trupie”. Młynarzem także zajął się prokurator.
Marszałek trzymany w piwnicy Po śmierci Józefa Piłsudskiego, w społeczeństwie
zapanowała niepewność. Zgodnie z poleceniem władz centralnych starostowie
otrzymali polecenie dyskretnego sondowania nastrojów społecznych i opozycyjnych
wobec sanacyjnego rządu.
„Przy zbieraniu omawianych informacji proszę zachować jak najdalej posunięte środki ostrożności” – instruowano w poufnych pismach.
Swą szansę wietrzyła opozycja, która nie mogła zapomnieć o krwawym przewrocie majowym z 1926 r., w czasie którego zginęło 215 żołnierzy, 164 cywilów, a blisko 900 osób zostało rannych. Część społeczeństwa z obawą patrzyła bowiem w przyszłość. Pojawiły się różnego rodzaju plotki i domysły.
- Ludzie pytali, co
teraz będzie. Miało się wrażenie oczekiwania czegoś nadzwyczajnego, pojawił się
lęk niepewności – dzielił się swoimi spostrzeżeniami starosta Wilkanowski.
Lęk ten podsycali komuniści, którzy zaczęli
lansować teorię, że już niedługo wybuchnie rewolucja, bo zabrakło silnej ręki,
jaką miał Piłsudski. Po powiecie tomaszowskim rozsiewano pogłoski, jakoby
Marszałek zmarł jeszcze przed ogłoszeniem konstytucji kwietniowej 23 kwietnia
(wprowadzała ustrój prezydencko-totalitarny). Władze jednak trzymały tę śmierć w
tajemnicy, aby nie zakłócić procedur uchwalania konstytucji. Marszałek miał być
trzymany w piwnicy z lodem, „aby się nie zepsuł”. Powoływano się przy tym na
artykuł w piśmie „Światowid”, w którym umieszczono zdjęcie Marszałka,
powracającego 21 marca z Wilna. Rzekomo miało być wykonane już po jego śmierci w
pozycji stojącej, przytrzymywanego dla równowagi przez współpracowników.
Blady strach padł na Żydów. Nastroje antysemickie
podgrzewali członkowie Stronnictwa Narodowego. Mówili, że „zdechł opiekun
Żydów”, „Teraz sanacja po zgonie Marszałka jest jak koń bez lejców”. Przypadki
grożenia żydowskim kupcom zanotowano w Tomaszowie.
„W Komarowie działacze SN prowadzili silną agitację po wsiach, w kierunku
walki z Żydami. Chłopom tłumaczy się, że walka ta, wobec śmierci „opiekuna
Żydów” obecnie rozpocznie się, że najpierw usunięci zostaną Żydzi z urzędów, a
chłop prędzej doczeka się zlikwidowania kryzysu. Chłop sympatyzujący z SN wierzy
w to i robi wrażenie, jakby oczekiwał tylko odpowiedniego hasła” – alarmował
władze starosta tomaszowski. Także i sami Żydzi rozsiewali plotki. W Komarowie
rozeszła się pogłoska, że gen. Rydz-Śmigły został postrzelony w ramię. Mówiono,
że zabito kanclerza Niemiec Adolfa Hitlera.
Spokojnie było za to w Biłgorajskiem. Tamtejszy starosta uspokajał, że „masy są wstrząśnięte i wyczekujące, bez symptomów inicjatywy szkodliwej”. Tłumaczył to tym, że „powiat biłgorajski, jak wiadomo jest terenem na ogół biednym i wszelkie oddźwięki wydarzeń natury państwowej znajdują tu miejsce zarówno z opóźnieniem, jak i natężeniem stosunkowo niewielkim”.
Powyższy tekst powstał na podstawie dokumentów zdeponowanych w Archiwum Państwowym w Lublinie, a także relacji ówczesnej prasy.
Zdjęcia z pobytu Marszałka w Zamościu w 1922 roku, pochodzą ze zbiorów Archiwum Państwowego w Zamościu.
.......................................................................
Marszałek w Zamościu
Józef
Piłsudski był w Zamościu cztery razy. Pierwszy raz przejazdem w czerwcu 1901 r.,
po ucieczce z Petersburga, kiedy chciał schronić się w Galicji. Drugi i trzeci
pobyt naczelnika państwa, latem 1920 r. związany był z przygotowaniami strony
polskiej do walnej rozprawy z nadciągającymi ze wschodu oddziałami
bolszewickimi. Podczas tej drugiej wizyty - jak pisze Michał Pieszko, ówczesny
nauczyciel gimnazjum w Zamościu - Piłsudski spotkał się w Akademii Zamojskiej z
atamanem ukraińskim Semenem Petlurą. Obaj później spali w Domu Centralnym przy
obecnej ulicy Żeromskiego. Czwarta wizyta Marszałka odbyła się w październiku
1922 r. Uczestniczył wtedy we mszy na Rynku Wielkim (17 października 1922 roku),
co upamiętnia tablica umieszczona przy schodach Ratusza.
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|