|
- To był twój dzień – tak mi powiedział Marek Jurek. Łukasz Borowiec
cieszy się jak dziecko. W środę (16 maja) chłopaka z Aleksandrowa pokazały
Polsat i TVN. W jego sprawie wypowiadali się m.in. Marek Jurek (były marszałek
Sejmu RP), Tomasz Dudziński (poseł PiS), starosta biłgorajski Marek Onyszkiewicz
(też PiS). Po godz. 20. Borowiec spodziewał się telefonu z TVN 24. Miał udzielić
wywiadu na żywo. Ale nie zadzwonili. Nie szkodzi. I tak dobrze wyszło
Właśnie w środę o Łukaszu Borowcu, 22-letnim radnym powiatowym, czyli najmłodszym w kraju napisała „Gazeta Wyborcza”. Z informacji wynikało, że za niesubordynację, czyli porzucenie szeregów Prawa i Sprawiedliwości oraz zaangażowanie w tworzenie struktur Prawicy RP, biłgorajscy działacze partii braci Kaczyńskich chcą wysłać Borowca do wojska. To z ich polecenia Wojskowa Komenda Uzupełnień w Zamościu miała zainteresować się losem 22-latka. Okazało się, że istotnie zamojska WKU przesłała pismo w tej sprawie do biłgorajskiego oddziału Centrum Usług Szkoleniowych w Lublinie. WKU pytała, czy Łukasz Borowiec nadal się uczy (chce być technikiem rolnikiem). Wiadomo bowiem było, że edukację w Technikum Leśnym w Lesku już ukończył.
Borowiec przyznaje, że o przygotowywanym spisku wiedział już wcześ- niej. Jak wyjaśnia, zadziałała AK, której człowiek wytropił zamysły WKU.
- Jestem w AK od
dwóch lat - chwali się. - W Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej - dodaje.
W tej organizacji jest wiele osób, które urodziły się kilkadziesiąt lat po wojnie. Chodzi bowiem o ciągłość tradycji.
Tajne osobowe źródło informacji, przychylne Borowcowi doniosło, iż jego skromną osobą zainteresował WKU ktoś z biłgorajskiego PiS. W wypowiedzi udzielonej „GW” ppłk Andrzej Kotowski nie zaprzeczył, że tak istotnie było.
Łukasz Borowiec uznał to za chęć zemsty, za to, że
opuścił PiS, a przy okazji za jedną z metod represji.
Przypomniał metody stosowane w PRL, dał do zrozumienia, że to
zamach na demokrację, wracają czasy, kiedy sekowano przeciwników politycznych.
Trochę się zapędził i rzucił też kilka uwag o zbrodni katyńskiej. Że niby i on
może skończyć tak, jak polscy oficerowie zamordowani przez NKWD. Zareagował
ostro, ponieważ spodziewa się najgorszego. Domyśla się, że skoro walka
polityczna tak przybiera na sile, to przecież może się zdarzyć, iż policjanci
(wiadomo - są zależni od lokalnych polityków) mogą np. podrzucić narkotyki lub
spreparować inną intrygę. Tak czy inaczej, on – Borowiec, może skończyć w
kryminale. Podejrzewa, że za wszystkim stoi starosta biłgorajski Marek
Onyszkiewicz, niegdyś partyjny (bo z PiS) towarzysz, teraz wróg.
Starosta Onyszkiewicz, specjalista chorób płuc, nerwowo zaciąga się papierosem. Pali „Mocne”. - Ale tylko 15-20 sztuk dziennie. Nie więcej.
Jako lekarz powie tak: - Jak jest czyrak, to
trzeba go wyciąć. Ale nie w ten sposób. Zresztą tematu Łukasza Borowca już dawno
nie ma. Nikt nie naciskał WKU, żeby się nim zajmowała.
Gdy się dowiedział o aferze związanej z Borowcem poprosił pracowników, aby dostarczyli stosowne akty prawne, ponieważ chciał sprawdzić, o co z tym „pieprzonym” wojskiem chodzi. No i okazało się, że miał dobre przeczucia. - Z tego co czytam wynika, że Borowca do wojska nie wezmą. Może starać się o odroczenie, bo jest radnym, w dodatku jeszcze się uczy. Sam powinien o tym wiedzieć. Co ten Łukasz opowiada? Co to za sprawa? Żadna. Starosta jest zdenerwowany, ale w obecności kamer (podobnie jak Borowca, tak i jego nawiedzały ekipy telewizyjne) panuje nad emocjami.
A Borowiec mówi wprost, że za uknutą przeciwko niemu intrygę ktoś powinien beknąć. Istotnie. Już „beknął” - ppłk Andrzej Kotowski, komendant zamojskiej WKU. Sprawą powinna zainteresować się prokuratura.
Sami swoi Dlaczego
biłgorajski PiS miałby się tak uwziąć na Łukasza Borowca? Z wyjaśnień samego
zainteresowanego wynika, że to kara za zdradę. I za to, że wypowiedział wojnę
lokalnym działaczom partii. Zresztą, współpraca z nimi od początku nie układała
się najlepiej.
W 2004 roku Borowiec przyszedł do biłgorajskich działaczy PiS z propozycją stworzenia partyjnej młodzieżówki. Wtedy patrzyli na niego z niedowierzaniem, wręcz mieli zniechęcać. Ale on przejął się ideałami PiS i postanowił robić swoje. Poprzez znajomych z Warszawy dotarł do posła Tomasza Dudzińskiego (startował do parlamentu z okręgu nr 7, czyli z b. woj. zamojskiego i chełmskiego). Poseł wyraził zgodę. Borowiec skrzyknął młodych w Aleksandrowie, którzy podobnie jak on, poświęcili się partyjnej robocie.
Zanim to jednak nastąpiło, wyszedł do
młodych z konkretnymi propozycjami. I tak udało się stworzyć w Aleksandrowie
klub sportowy „Czwórka Aleksandrów”. Dzięki jego zabiegom, młodym udostępniono
halę sportową w miejscowej szkole. W klubie jest sekcja siatkówki (niebawem mają
też być sekcje tenisa stołowego i ziemnego, i piłki ręcznej). Borowiec w części
finansuje klub z własnych pieniędzy. Zostało mu trochę grosza z czasów, gdy
pracował w Niemczech (z przerwami, ale przez ponad dwa lata).
Poza tym dorabia. Układa glazurę, kładzie tynki.
- Idzie wytrzymać – mówi.
Rzecz jasna, obiecywał też młodym pracę. Już nie tylko społeczną, ale normalnie - na etacie. Trzeba było tylko wygrać wybory.
Młodym nie trzeba było
dwa razy powtarzać. W kampanii parlamentarnej i prezydenckiej rozklejali plakaty
Lecha Kaczyńskiego, ale też m.in. kandydata na posła Lucjana Bednarza, leśnika
(nie dostał się do parlamentu; jest radnym w powiecie zamojskim, pracuje w
Nadleśnictwie w Janowie Lubelskim).
Później przyszła
pora na wybory samorządowe. W tych do Rady Powiatu Biłgorajskiego kandydował
Łukasz Borowiec, oraz jego brat Józef (35 l., rolnik z Lipin Górnych w gm. Potok
Górny). O miejsce w Sejmiku ubiegała się siostra Łukasza - Agata (20 l.),
studiuje administrację na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w
Warszawie. Łukaszowi i Józefowi się udało. Łukasz został najmłodszym radnym
powiatowym w województwie, zdobył 436 głosów (8,07 proc. w swoim okręgu), a
Józefa poparło 703 wyborców (10,53 proc. głosujących w jego okręgu wyborczym).
Marek Onyszkiewicz, starosta biłgorajski w wyborach do powiatu uzyskał 506
głosów (4,77 proc. w okręgu). Jeśli wziąć pod uwagę udział procentowy, to lepiej
od starosty wypadł Łukasz Borowiec.
Agata do Sejmiku
się nie dostała, ale jak na debiutantkę w wyborach, zanotowała świetny wynik – 4
663 głosy (dla porównania: wieloletni szef zamojskiej „Solidarności” Andrzej
Olborski zdobył 4 901 głosów; ten wynik nie dał mu mandatu, ale Olborski został
powołany na wicemarszałka Sejmiku).
Jednak już podczas układania kolejności na listach wyborczych, pojawiły się zgrzyty. Młodzieżówce PiS obiecywano drugie miejsca na listach (poza jednym wyjątkiem tak się stało, co nie było w smak starym działaczom). Takim rozwiązaniom sprzeciwiał się m.in. Tadeusz Niemiec, kandydat PiS do Rady Miasta. Niemiec nie uzyskał potrzebnej ilości głosów, na otarcie łez dostał posadę kierowcy w starostwie.
- To mną telepnęło, ale przełknąłem - wyznaje Łukasz Borowiec.
Miał też swoją kandydatkę na szefową biłgorajskiego Powiatowego Urzędu Pracy - Halinę Kwik. Ale i tym razem jego wyboru nie zaakceptowano.
- Ta pani nie sprostała wymogom konkursu - mówi starosta Onyszkiewicz.
Żal chłopaka...
Po wyborach Borowiec został etatowym członkiem zarządu powiatu. To w nagrodę za dobry wynik.
- Położyłem wszystkich na łopatki - powiada.
Niedługo cieszył się posadą. To za sprawą kolejnych konfliktów, m.in. ze starostą Onyszkiewiczem. Ten bowiem zdecydował o zawiązaniu powiatowej koalicji PiS z PSL (jest w niej też LPR), a Borowcowi z PSL nie było po drodze. Po drugie, jak przekonuje, ci którzy na niego głosowali zaczęli drwić, że popiera starostę Onyszkiewicza, który podnosi sobie pobory. Onyszkiewicz zarabia 6,6 tys. zł netto. Borowiec wyliczył, że w ciągu roku na pokrycie podwyżki dla starosty trzeba przeznaczyć ok. 36 tys. zł. Jak to pogodzić np. z długami szpitala, dla którego ratowania organizuje się zbiórki pieniędzy (przez kilka tygodni zebrano ponad 40 tys. zł). Pod koniec marca br. Łukasz Borowiec i jego brat Józef
odcięli się od radnych powiatowych PiS, którzy starostę popierali. W tym samym
miesiącu poseł Tomasz Dudziński zrezygnował z usług Łukasza Borowca, jako
swojego społecznego asystenta i kazał opuścić szeregi PiS. Łukasz rozstał się z
partią, jego brat Józef również. Łukasza odwołano z funkcji etatowego członka
zarządu powiatu.
Staroście Onyszkiewiczowi żal młodego działacza. Jak wspomina, młody radny miał przynajmniej jeden dobry pomysł. Chciał, aby w Biłgoraju powołać Zakład Aktywności Zawodowej. Miał być utworzony w szpitalnej kuchni. Pracowałoby w nim prawie 60 osób, w tym 40 niepełnosprawnych. Podobny ZAZ funkcjonuje w Łęcznej. – Z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych można dostać ponad 2 mln zł na adaptację pomieszczeń. PFRON pokrywałby koszty bieżącego funkcjonowania, czyli można liczyć nawet na 85-procentowe dofinansowanie.
- Mam nadzieję, że Łukasz Borowiec nadal będzie się tym zajmował – mówi starosta.
Onyszkiewicz ubolewa nad losem Łukasza. - Dobrze zarabiał (3,3 tys. zł netto), mógł spokojnie pracować, zdać maturę, rozpocząć studia. Nawet proponowałem, że korepetycje z języka polskiego załatwię. Na cztery lata miał robotę zapewnioną. Nikt by mu nie przeszkadzał.
Borowiec nie żałuje swojego wyboru. Jak mówi, nie jest taki jak starzy działacze, którzy gotowi się zaprzedać za posady. Zamiast siedzieć cicho, groził staroście ujawnieniem jego pijaństwa podczas szkolenia w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą.
- Mówił, że wszystko ma
nagrane, pokaże zdjęcia i filmy. Pamiętam, że szkolenie było z bhp. Jak po
zajęciach coś wypiłem, to przecież za swoje – broni się Onyszkiewicz.
Borowiec zaufał Markowi Jurkowi (jak mówi skontaktował go z
nim poseł Marian Piłka). Jurka szanuje, bo też nie poszedł na kompromis i kiedy
został zrugany, że obstawał przy swoim, aby poprzeć projekt LPR (zmiana w
konstytucji miała wprowadzić zapis o ochronie życia od momentu poczęcia),
porzucił szeregi PiS, zrezygnował z funkcji marszałka Sejmu RP. Gdy kolegom
radnym Borowiec oznajmił, że Marek Jurek niebawem przyjedzie do Biłgoraja, nie
chcieli wierzyć. Ale istotnie, przyjechał. Borowiec zapowiada, że będzie pomagał
Markowi Jurkowi w tworzeniu regionalnych struktur Prawicy RP. Na razie, oprócz
niego z PiS odeszło kilkanaście osób. Ale Borowiec twierdzi, że do Prawicy RP
przyciągnie 600 ludzi.
W Aleksandrowie nie bardzo dowierzają, że Borowcowi się uda. Mieli już okazję poznać jego możliwości (on i brat są radnymi w powiecie, a kolejny brat Andrzej - sołtysem Aleksandrowa IV, czyli tej części wsi, w której mieszka rodzina Borowców). Ale wątpią, żeby po raz kolejny odbił się od dna (bo tak postrzegają odwołanie go z zarządu powiatu).
- Starzy go wycięli. Trzymali dopóki był im
potrzebny. Jak podskoczył, usadzili - komentują we wsi.
Jednak na wszelki wypadek, gdyby Borowcowi się udało, wypowiadając się na jego temat, wolą nie podawać swoich nazwisk. Bo nie wiadomo, co będzie.
Jurek w parze z Dodą
Ojciec Łukasza – Stanisław troska się o przyszłość syna. Podobnie jak on, zwątpił już w lokalnych działaczy PiS, ale w prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego – nie!
Otwiera drzwi garażu, na których syn zawiesił plakaty z kampanii wyborczej. Jest plakat Lecha Kaczyńskiego, Lucjana Bednarza. Są też plakaty Łukasza i jego siostry Agaty. Stanisław Borowiec z dumą pozuje do zdjęcia.
- Nie wypieram się prezydenta, jestem z niego dumny – zaznacza. Borowiec junior swojej przyszłości już raczej z PiS nie
wiąże. Jest rozgoryczony. O chorej sytuacji w partii, w powiecie biłgorajskim
pisał do osób najwyżej postawionych w PiS, między innymi do Przemysława Edgara
Gosiewskiego. Odpowiedzi nie dostał. Z czasów kariery w PiS zostały tylko
zdjęcia wykonane w czasie spotkań partyjnej młodzieżówki z czołowymi działaczami
partii. Było, minęło.
Teraz ma inne problemy. Po pierwsze, zdaje maturę (zaległą - w Technikum Leśnym w Lesku), w styczniu czeka go kolejny egzamin maturalny (w Centrum Usług Szkoleniowych „Lider”). Po co druga matura?
- Nikomu przy zdrowych zmysłach nie mieści się w głowie, że ktoś chce dwa razy zdawać maturę. A ja chcę. Bo chcę być wykształcony za dwóch. A później na dwóch kierunkach będę też studiował. Pierwszy to politologia, drugi – zarządzanie i marketing. Żeby nikt mi nie zarzucił, że nie jestem wykształcony – tłumaczy. Pęd do wiedzy, to efekt złośliwych uwag starosty Onyszkiewicza, który stale wypominał Borowcowi, że ten nie ma kwalifikacji.
- Do wojska też pójdę. Ale już na
studiach, na trzy miesiące - deklaruje Borowiec.
Plany, planami, ale nie wolno zaniedbywać partyjnej roboty. W sierpniu Borowiec chce zorganizować spotkanie działaczy i sympatyków Prawicy RP. Zapowiada, że przybędzie nawet 15 tys. osób. Jak to sprawić? Plan jest prosty. Spotkanie z Markiem Jurkiem można zaaranżować tak, aby wypadło w czasie Festiwalu Pieśni Maryjnej w Górecku Kościelnym. Głównymi atrakcjami imprezy będą Marek Jurek i... Doda Elektroda. Bo do nich Borowiec czuje jakąś słabość. Z różnych powodów, ma się rozumieć.
............................................................
Przyjaciele W obronie b. działacza PiS
z Aleksandrowa stanął Marek Jurek. To zrozumiałe, bo Łukasz Borowiec zdecydował
się teraz działać na rzecz Prawicy RP (choć nie wstąpił do tego ugrupowania). -
Młody człowiek energicznie przystąpił do pracy. Niektórym to przeszkadza i chcą
go wyciszyć. Nie wolno używać wojska do celów politycznych. W państwie
demokratycznym to nie do pomyślenia - mówi poseł Marek Jurek. - Będę oczekiwał
wyjaśnień w tej sprawie.
O planach Łukasza Borowca,
który chce, aby połączyć przyjemne z pożytecznym (dla Prawicy) i jednego
wieczoru w Górecku Kościelnym zafundować publiczności przemówienie posła i
koncert Dody, Marek Jurek nie wiedział.
Po chwili namysłu zajął stanowisko: - Nie zajmuję się działalnością - wyjaśnił.
Murem za Łukaszem Borowcem staje poseł PiS Sławomir Zawiślak
z Zamościa. Wychwala go za zaangażowanie i pracę. Na razie Zawiślak dementuje
informacje, jakoby miał wkrótce zasilić szeregi partii Marka Jurka.
..........................
Zobacz
wytwiad z Łukaszem Borowcem w TVZ
Więcej informacji na stronie Kroniki Tygodnia
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|