Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - �ycie spo�eczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 Szukaj:
Google   
  strona g��wna/newsroom  
 O artykule
Autor: Kronika Tygodnia - Maria Dec-Kiełb, współpr. CSN
Data: 23.09.2004, 9:01
Zmiany: 23.09.2004, 9:01
Czytane: 5774x
Komentarzy: 0 [sprawdďż˝]
test
  
Archiwum: 861   Archiwum>>
Co siďż˝ dzieje na Forum?
Zapisz siďż˝!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzieďż˝ w twojej poczcie email.
El Greco kanonika  

Kto wie, może siwowłosy ksiądz ze Szczebrzeszyna przechadza się w niebie pod rękę ze świętym Franciszkiem i opowiada mu historię pewnego obrazu, a może wcale opowiadać nie musi...


Niezwykły zbieg okoliczności? Ja w takie nie wierzę. Na tym świecie nic nie zdarza się przypadkiem - podkreśla Izabela Galicka, która w 1964 roku, razem z Hanną Sygietyńską, odkryła na plebanii kościoła w Kosowie Lackim, na Podlasiu, obraz El Greco, „Ekstaza św. Franciszka”.
Historia tego obrazu, wycenionego wstępnie przez ekspertów londyńskiego domu aukcyjnego Sotheby’s na nie mniej, niż 3 miliony dolarów, uznanego za jeden z pięciu najcenniejszych obrazów w Polsce, jest niezwykła. Ma w niej swój udział ksiądz Stanisław Szepietowski, przed laty kanonik w Szczebrzeszynie.

Przypadek pierwszy
Izabela Galicka i Hanna Sygietyńska z Instytutu Sztuki PAN przygotowywały Katalog Zabytków Województwa Warszawskiego. Wędrując od kościoła do kościoła, trafiły w końcu do neogotyckiej świątyni w Kosowie Lackim.
Po skończeniu pracy w kościele poszły na plebanię, by pożegnać się z proboszczem. Zapytały, czy zachowało się coś na plebanii z dawnego wyposażenia kościoła.
- A, jest obraz - odrzekł ksiądz.
W przyległym pokoju, widoczny przez uchylone drzwi, wisiał na ścianie ciemny, bardzo zabrudzony obraz z dużym rozdarciem w lewym, górnym rogu. Proboszcz przypomniał sobie, że podobno przed laty, jeszcze za jego poprzednika, przy porządkowaniu rupieci ze starej dzwonnicy obraz, wraz ze stosem starych zbutwiałych ornatów, zamierzano spalić. Ale komuś żal się zrobiło świętego.

Choć pociemniały i brudny, obraz zachwycał swoim artyzmem. Ksiądz dostrzegł widocznie zachwyt w oczach obu pań, a że czasy były trudne, postanowił przy okazji zrobić korzystny interes.
- Powiedział nam, że potrzebuje zgody na zakup miedzi, na pokrycie dachu kościoła. I gdybyśmy mu pomogły taką zgodę uzyskać, wtedy da nam obraz - wspomina Izabela Galicka.
Ale ani ona, ani jej koleżanka, nawet nie pomyślały, że mogłyby w taki sposób przejąć własność parafii. Nie miały też znajomości, dzięki którym pożądaną zgodę można było uzyskać.
Zaczęły jednak dokładnie badać obraz, czytać fachową literaturę, konsultować się z ekspertami. Po dwu latach obwieściły światu, że to dzieło El Greco.
Burza przed ciszą
I rozpętała się burza. O El Greco pisała prasa. Wielkie autorytety zaczęły podważać analizy młodych historyczek sztuki. Wiele osób z różnych stron kraju twierdziło, że obraz pochodzi z ich rodzinnych zbiorów.

Tymczasem „Ekstazę” z plebanii w Kosowie przewieziono do kurii biskupiej w Siedlcach, a szum w mediach powoli ucichł. Dopiero w 1974 r. władze diecezji zdecydowały się na konserwację i badania technologiczne obrazu. Analizy mikrochemiczne, badania rentgenowskie i spektograficzne potwierdziły, że to dzieło El Greco. Po oczyszczeniu obrazu i usunięciu z partii tła przemalowań, odsłonięto sygnaturę: Dominikos Theotokop, czyli: Dominik, syn tego, który czci Matkę Boską - jak brzmiało prawdziwe imię i nazwisko El Greco.
Skąd El Greco wziął się w Polsce? Jak trafił na plebanię do Kosowa? Dziennikarze wysuwali różne hipotezy. Najczęściej pojawiał się w nich wariant napoleoński; obraz trafił do Polski wraz z ówczesnymi wędrówkami wojsk. Podczas wojen napoleońskich, prawdopodobnie jakiś oficer pozostawił go na Podlasiu, gdzie zatrzymał się w marszu na Moskwę lub w czasie odwrotu.
Znów pojawili się ludzie, którzy obraz widzieli, pamiętali...
- Takich osób było wiele, a ich relacje były zwyczajną konfabulacją. Przypominam sobie panią, która dokładnie opisywała, w jakim pokoju, w którym miejscu na ścianie jej domu wisiał ten obraz. Tyle, że wtedy ona miała półtora roku. Cóż za pamięć - śmieje się Galicka.

Przypadek drugi
Sygietyńska i Galicka zobaczyły obraz po raz drugi dopiero w 1974 roku.
Dziwnym zbiegiem okoliczności, podczas ich kilkugodzinnej wizyty w Kurii Siedleckiej, nadszedł list kanonika Szepietowskiego adresowany do jednego z księży w kurii.
- Mamy tylko zachowane notatki, które robiłyśmy, gdy ów młody ksiądz referował nam ten list. Na podstawie tych notatek napisałyśmy po latach w naszej książce: „Kanonik napisał w liście, iż na prośbę ówczesnego proboszcza (swego ciotecznego brata) księdza Franciszka Dąbrowskiego, pragnącego posiadać obraz swego imiennika, zakupił obraz św. Franciszka ok. roku 1927 w warszawskim antykwariacie p. Ryka” – wspomina Galicka.

Czy siedlecki ksiądz źle interpretował list, czy historyczki, poruszone wiadomością źle go zrozumiały (chodzi o to, że Szepietowski kupił obraz osobiście), nie wiadomo. W każdym razie napisały do księdza kanonika. Poprosiły o wszelkie informacje dotyczące obrazu i nazwiska kolejnych rządców parafii. Uznały, że kanonik może być ważnym i wreszcie prawdziwym źródłem wiadomości na temat pochodzenia „Ekstazy św. Franciszka”.

Święty i zakonnik próbujący wino
„Informuję uprzejmie, że obraz św. Franciszka był własnością św. pamięci ks. Franciszka Dąbrowskiego, mego ciotecznego brata. Nabył on ten obraz od p. Ryka, antykwariusza w Warszawie. Ksiądz Franciszek Dąbrowski był proboszczem w Kosowie Lackim. Przekazał ten obraz swojemu następcy ks. prałatowi Kamińskiemu, a następca ks. Kamieńskiego, ks. kanonik Stępień podobno - jak sam mówił - nabył ten obraz od ks. prałata Kamińskiego. Z tego samego źródła, tj. od p. Ryka obrazek Bernardyn próbujący wino w piwnicy (24 x 16), ks. Dąbrowski podarował mnie i posiadam ten obrazek, nie stanowi on większej wartości, ale jednak jest ciekawy. Jeśli wielce szanowne panie będą w Lublinie, lub w Zamościu, proszę podjechać do mnie po uprzednim zawiadomieniu” – odpisał ksiądz kanonik.
Historyczki poszły tropem informacji uzyskanych od księdza Szepietowskiego. Ustaliły, że Antykwariat Ryka mieścił się przed wojną w Warszawie na ul. Brackiej 8. Antykwariusz, Michał Ryk zmarł w roku 1930. Po śmierci męża firmę prowadziła Maria Rykowa. Zmarła już po wojnie. Ojcem Rykowej był Schoenborn, administrator dóbr i lasów Lubomirskich w Kruszynie pod Częstochową.
- Obraz św. Franciszka mógł więc być własnością Lubomirskich i wystawiony został przez nich na sprzedaż w znanym im antykwariacie – mówi Galicka i tę hipotezę uznaje za najbardziej prawdopodobną.
Ani Galicka, ani Sygietyńska nie spotkały się nigdy z księdzem Szepietowskim. Nie zdążyły pojechać do Szczebrzeszyna, by obejrzeć „Bernardyna próbującego wino”. Ksiądz kanonik zmarł w 1977 roku, w Szczebrzeszynie, w wieku 92 lat.
Został pochowany w podziemiach kaplicy, na miejscowym cmentarzu.

Misja księdza kanonika
- Ano to już będzie 26 lat, jak nie żyje. Kto go jeszcze może pamiętać? A bo ja wiem? Tyle czasu - zamyśla się Marta Smagała. Była gospodynią księdza Szepietowskiego przez prawie 40 lat. Najpierw w parafii w Gorzkowie, potem w Zwierzyńcu i wreszcie w Szczebrzeszynie.
- Dobry był człowiek, ale on miał swoje życie, a ja swoje - dom, ogród, gotowanie, sprzątanie. Lubił obrazy. Z czasów, jak był jeszcze w Kazimierzu, przyjaźnił się z różnymi artystami. I obrazów miał bardzo dużo. Spotykał się z lekarzami, aptekarzami, czasem grali w brydża, o czymś rozmawiali. Kiedy był na parafii w Zwierzyńcu, bywał u Zamoyskich. Dopiero po jego śmierci, kiedy na pogrzebie pięknie przemawiał Jan Zamoyski, dowiedziałam się, że w czasie wojny pomagał partyzantom. A te jego obrazy... Przyjechali przed jego śmiercią jacyś panowie, chyba z Towarzystwa Przyjaciół Kazimierza i on im te obrazy dał. Podobno mają wisieć w Kazimierzu, w jakiejś Izbie Pamięci - opowiada Marta Smagała.

Czy ksiądz Szepietowski wiedział, że obraz, który kupił jego cioteczny brat, był być może najcenniejszym obrazem, z jakim on, znawca i miłośnik sztuki się zetknął? Prawdopodobnie nie wiedział.
- Nic na tym świecie nie zdarza się przypadkiem - powiada Izabela Galicka.
Kto wie, może święty Franciszek, w uznaniu ziemskich zasług kanonika, dał mu misję przekazania prawdy o swoim wizerunku.

Umarł w Szczebrzeszynie

 - Miał żywe zainteresowania sztuką, literaturą i teatrem. Byłem pod urokiem jego osobowości - tak o księdzu Szepietowskim mówi jeden z sędziwych księży z kurii biskupiej w Lublinie.
Ks. kanonik Stanisław Szepietowski - kapelan Wojska Polskiego, proboszcz i dziekan szczebrzeszyński - urodził się 25 lipca 1885 r. w diecezji łomżyńskiej. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1909 r. W latach 1909-1911 był wikariuszem w Chodlu. W latach 1911-1920 przebywał i pracował w Krasnymstawie. Był tam prefektem w miejscowym gimnazjum, a także członkiem Społecznego Zarządu Bursy. W latach 1921 – 1928 mieszkał w klasztorze, w Kazimierzu Dolnym. W zabudowaniach klasztornych mieściła się także Szkoła Rzemiosł Budowlanych, w której uczył religii. W 1925 r. założył (wraz z T. Pruszkowskim) Towarzystwo Przyjaciół Kazimierza. Był jego pierwszym prezesem. Miejscowa społeczność znała go jako mecenasa sztuki, kolekcjonera wielu obrazów i przyjaciela artystów. Z wieloma z nich utrzymywał korespondencję, nawet już ze Szczebrzeszyna. W 1939 r. przeniósł się do Zwierzyńca. Tam spędził całą wojnę. Był pełnym oddania organizatorem pomocy ofiarom wojny. Wraz z ordynatem Janem Zamoyskim zapisał się zwłaszcza jako wybawca ok. 400 dzieci uwięzionych w obozie przejściowym, w Zwierzyńcu. Organizował akcję pomocy tzw. „wygnańcom”. Podjął się obowiązków ich rozmieszczenia i organizacji utrzymania zwłaszcza we wsiach Guciów i Żurawnica. W 1946 r. przeniósł się do Szczebrzeszyna, gdzie aż do czasu przejścia w stan spoczynku był proboszczem.  (Na podst. inf. szczebrzeszynianina Leszka Balickiego)

Obrazów najwyższej rangi mamy w Polsce zaledwie kilka: "Damę z łasiczką" Leonarda da Vinci, "Krajobraz z Samarytaninem" Rembrandta, "Sąd Ostateczny" Memlinga, "Adorację Madonny przez kartuzów" Zurbarána i właśnie "Ekstazę św. Franciszka". Tylko ten ostatni pozostawał praktycznie nieznany, choć w 1984 r. na podstawie jego fotografii wykonano znaczek pocztowy wydany przez Polskę na Światową Wystawę Filatelistyczną w Hiszpanii.

 

 

 










R E K L A M A






Wi�cej informacji na stronie Kroniki Tygodnia

Skomentuj ten artykuďż˝
Drukuj ten artykuďż˝
Informacje opublikowane przez INTERNAUT�W nie podlegaj� cenzurze. W�a�ciciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadaj� za tre�� zamieszczonych materia��w, tekst�w i komentarzy! Je�eli zawarto�� nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to g�owna tre�� tej strony jest kopi� znalezion� w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net s� dokonywane za zgod� autor�w lub w�a�cicieli, serwis roztocze.net nie jest w �aden spos�b zwi�zany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich tre��.
Komentarze [do g�ry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - roztocze.net - P.Rogalski & R.Moteka]