newsroom    
Startuj Ulubione Kontakt
Region - Gospodarka i polityka - Kultura i rozrywka - Życie społeczne - Sport - Edukacja - Komunikaty ROL
 
 Szukaj:
Google   
  , imieniny: Benona, Jowity, Szczęsnego strona główna/newsroom  
 O artykule
Autor: Jolanta Zarembina Rzeczpospolita
Data: 11.07.2002, 9:01
Zmiany: 11.07.2002, 9:01
Czytane: 1406x
Komentarzy: 0 [sprawdź]
   Internet i komputery
Archiwum: 88   Archiwum>>
Co się dzieje na Forum?
Zapisz się!
Elektroniczy biuletyn ROL
co tydzień w twojej poczcie email.
Artyści w witrynach  

"Zawiadamiam Was, że ważę 62 kilogramy, a kiedy tu przyjechałam, ważyłam 64". To nie jest dziennik Bridget Jones. To fragment internetowego dziennika Krystyny Jandy. Wśród artystów zapanowała moda na występowanie na stronach www. Proponują zupełnie nowy rodzaj kontaktu z fanami. Oferują wszystko w jednym: spotkanie autorskie i encyklopedyczne dane, rodzinne fotografie i osobiste wynurzenia.

Prywatne witryny zakładają pisarze, piosenkarze, kompozytorzy, aktorzy, plastycy i reżyserzy. Skończył się czas kameralnych spotkań autorskich, na których przejęci uczestnicy nieśmiało zadawali pytania i fetowali sławy kwiatami. Dziś sławy same płacą za utrzymanie miejsca na serwerze.

Nie potrzebni paparazzi

Artyści przedstawiają się tak, jak chcą być widziani. Sami o sobie piszą, sami (albo przy pomocy najbliższych) robią sobie zdjęcia. To idealna forma autoreklamy.

- Reklama już nie uwłacza niczyjej godności - stwierdza Edyta Jungowska, aktorka serialu "Na dobre i na złe", która reklamuje jogurt i podobnie jak wielu kolegów po fachu zamierza założyć witrynę. Wirtualny wizerunek staje się czymś równie oczywistym jak rozdawanie autografów.

W witrynie można jaśnieć, imponować, rozdymać swoją wielkość. Ze strony śpiewaka operowego Marka Torzewskiego, który, jak twierdzą krytycy muzyczni, przeżywa załamanie kariery, dowiadujemy się, że: "są wielkie szanse na to, że niebawem dołączy do tego szacownego grona (Dominga, Pavarottiego i Carrerasa) jako czwarty tenor, najmłodszy".

Witryny to drzwi do prywatności, uchylane przez samych artystów. Proponują nam między innymi zdjęcia z dzieciństwa i fotki z wakacji. Niepotrzebni są paparazzi, żeby zobaczyć, z kim Krystyna Janda pojechała w tym roku do Włoch, jak wygląda ukochana Tomasza Kamela albo jak prezentuje się w kąpielówkach Artur Barciś, pławiący się w ogrodowym basenie razem z Cezarym Żakiem, z którym występuje w "Miodowych latach".

- Chcę pokazać kawałek swojego prywatnego życia. Coś zabawnego - wyjaśnia aktor. - Mam nad tym kontrolę. W każdej chwili mogę te zdjęcia usunąć i wstawić inne. I tak będę robił.

Wątpię, czy zgodziłby się w takim stroju pozować do sesji zdjęciowej dla kolorowego pisma. Nie przypuszczam też, żeby Marek Kondrat chciał, by fotoreporterzy uwieczniali go, jak pochylony nad talerzem, wcina kluchy. A w takiej sytuacji można go oglądać w Internecie.

Pierwsi opanowali Internet muzycy. Są w nim najliczniejsi może i dlatego, że w witrynach sprzedają swoje płyty. Gwarantujemy autograf - kuszą. - Posłuchaj muzyki, obejrzyj teledyski.

Jeśli internauty nie stać na płytę czy książkę, ma ofertę dziesiątków bezpłatnych gadżetów. Wystarczy kliknąć i ma się: puzzle z Michałem Żebrowskim, wygaszacz ekranu z Żebrowskim, tapetę na monitor komputera z Żebrowskim. Są melodyjki do telefonów komórkowych z repertuaru ulubionych muzyków i fragmenty ich utworów do skopiowania.

O Pazurze każdy może

Popularność można mierzyć sprzedażą książek i biletów na koncerty, ale także liczbą internetowych stron. Jednak panowanie nad własnym wizerunkiem w Internecie to złudzenie, np. Andrzej Sapkowski ma takich, konkurujących ze sobą stron, co najmniej trzy.

O Pazurze każdy może

- Każdy może założyć stronę www.sapkowski.pl albo www.pazura.pl - wyjaśnia Maciej Koszycki, szef firmy internetowej, która zajmuje się produkcją stron. - Wystarczy złożyć wniosek o przyznanie takiego adresu i umotywować go, na przykład, że jest się fanem. Wnioski zatwierdza Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa w Warszawie.

Trzeba zapłacić za adres jednorazowo od 150 do 350 zł, za jego utrzymanie rocznie od 150 do 350 zł i za wykupienie miejsca na serwerze - od 400 do 3000 zł za dwa lata. Ale ci, którzy zamieszczają strony na bezpłatnych serwerach, nie muszą ani płacić, ani nawet składać wniosku. Artyści, którzy poczują się dotknięci, mają tylko jedno wyjście - proces sądowy o naruszenie dóbr osobistych. Madonna, której nie podobała się witryna www.madonna.com, wygrała taki proces kilka lat temu. W Polsce na razie nikt się nie procesuje. Zresztą, nawet gdyby wygrał, wystarczyłaby zmiana nazwy z www.pazura.pl na np. www.fanclubpazura.pl i wtedy w sądzie nic się nie wskóra. Można iść śladem Krystyny Jandy, która dwa lata temu zakładając swoją stronę, po prostu wykupiła najważniejsze adresy ze swoim nazwiskiem.

- Nic nie pomogą zakazy ani nerwy - ocenia Katarzyna Groniec, której można współczuć z powodu założonej przez kogoś kiczowatej strony. Na czarno-czerwonym tle fruwa biała gołębica. - Nie sadzę, żeby mi to zaszkodziło. Wiadomo, taka jest estetyka nastolatków. Jedyne, co muszę zrobić, to odpowiedzieć oficjalną, świetną stroną i pewnie to zrobię.

Na stronie www.pasikowski.prv.pl jej założyciel, Arek Zacharko, kryguje się we wstępniaku: "Mogłaby być dużo lepsza, ale nie chciało mi się nad nią siedzieć". Wpisy w księdze gości uspokajają go, że jest "zajebista". Arek przyznał się "Rzeczpospolitej":

- Niestety, nie mam kontaktu z panem Władysławem Pasikowskim i sadzę, że nawet nie wie on o istnieniu mojej strony.

Wywalcie mi prawdę

Osobiste witryny to nie tylko sprzedaż wizerunku i gadżetów. To także możliwość rozmowy z odbiorcami jak równy z równym.

- Teraz mogę się porozumiewać z widzami bezpośrednio, pomijając często naprawdę niewygodnego i męczącego pośrednika, jakim jest prasa - wyjaśnia "Rzeczpospolitej" Krystyna Janda.

Internet jest banalnie łatwą drogą komunikacji: "kilka minut łączności i... o Boże, ja się skontaktowałam z kobietą, która jest moim życiowym wzorcem!!! Tak mało wysiłku, kurczę, jak mnie to kopnęło..." - podnieca się jej wielbicielka, która dostała od aktorki podziękowanie za list. Oko w oko nie tak łatwo byłoby wykrztusić do Anny Marii Jopek: "Powiem krótko: Kocham Panią". Ale Internet likwiduje dystans i śmiało można wyznać piosenkarce: "nie przypuszczałam, że Pani muzycy są tak przystojni, więc jeśli któryś byłby zainteresowany, to... Maria" ("No, no, Pani Mario, radzę uważać z tymi ofertami, bo nasi Panowie Muzycy są nieustannie zainteresowani" - ostrzega Anna Maria Jopek). Artyści widzą w tego typu rozmowie szansę na dowiedzenie się prawdy o tym, jak są widziani, czym zachwycają, czym drażnią. Nie wystarcza im dialog z publicznością na autorskich spotkaniach. To jedna z najsilniejszych motywacji, żeby stworzyć swoją witrynę.

- Ludzie są nieszczerzy. A może dobrze wychowani? - ubolewa Artur Barciś. - A ja chcę, żeby wywalili mi prawdę o mnie.

To paradoks, że twórcy liczą na nawiązanie prawdziwych relacji i znalezienie prawdy o sobie w nieprawdziwym świecie.

Jolanta Zarembina


Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść.
Komentarze [do góry]
dodaj komentarz
[Kontakt] [Reklama] [© Roztocze Online - P.Rogalski & R.Moteka]