"Zawiadamiam Was, że ważę 62 kilogramy, a kiedy
tu przyjechałam, ważyłam 64". To nie jest dziennik Bridget Jones. To fragment
internetowego dziennika Krystyny Jandy. Wśród artystów zapanowała moda na
występowanie na stronach www. Proponują zupełnie nowy rodzaj kontaktu z fanami.
Oferują wszystko w jednym: spotkanie autorskie i encyklopedyczne dane, rodzinne
fotografie i osobiste wynurzenia.
Prywatne witryny zakładają pisarze,
piosenkarze, kompozytorzy, aktorzy, plastycy i reżyserzy. Skończył się czas
kameralnych spotkań autorskich, na których przejęci uczestnicy nieśmiało
zadawali pytania i fetowali sławy kwiatami. Dziś sławy same płacą za utrzymanie
miejsca na serwerze.
Nie potrzebni paparazzi
Artyści przedstawiają się tak, jak chcą być
widziani. Sami o sobie piszą, sami (albo przy pomocy najbliższych) robią sobie
zdjęcia. To idealna forma autoreklamy.
- Reklama już nie uwłacza niczyjej godności -
stwierdza Edyta Jungowska, aktorka serialu "Na dobre i na złe", która reklamuje
jogurt i podobnie jak wielu kolegów po fachu zamierza założyć witrynę. Wirtualny
wizerunek staje się czymś równie oczywistym jak rozdawanie autografów.
W witrynie można jaśnieć, imponować, rozdymać swoją
wielkość. Ze strony śpiewaka operowego Marka Torzewskiego, który, jak twierdzą
krytycy muzyczni, przeżywa załamanie kariery, dowiadujemy się, że: "są wielkie
szanse na to, że niebawem dołączy do tego szacownego grona (Dominga,
Pavarottiego i Carrerasa) jako czwarty tenor, najmłodszy".
Witryny to drzwi do prywatności, uchylane przez
samych artystów. Proponują nam między innymi zdjęcia z dzieciństwa i fotki z
wakacji. Niepotrzebni są paparazzi, żeby zobaczyć, z kim Krystyna Janda
pojechała w tym roku do Włoch, jak wygląda ukochana Tomasza Kamela albo jak
prezentuje się w kąpielówkach Artur Barciś, pławiący się w ogrodowym basenie
razem z Cezarym Żakiem, z którym występuje w "Miodowych latach".
- Chcę pokazać kawałek swojego prywatnego życia.
Coś zabawnego - wyjaśnia aktor. - Mam nad tym kontrolę. W każdej chwili mogę te
zdjęcia usunąć i wstawić inne. I tak będę robił.
Wątpię, czy zgodziłby się w takim stroju pozować do
sesji zdjęciowej dla kolorowego pisma. Nie przypuszczam też, żeby Marek Kondrat
chciał, by fotoreporterzy uwieczniali go, jak pochylony nad talerzem, wcina
kluchy. A w takiej sytuacji można go oglądać w Internecie.
Pierwsi opanowali Internet muzycy. Są w nim
najliczniejsi może i dlatego, że w witrynach sprzedają swoje płyty. Gwarantujemy
autograf - kuszą. - Posłuchaj muzyki, obejrzyj teledyski.
Jeśli internauty nie stać na płytę czy książkę, ma
ofertę dziesiątków bezpłatnych gadżetów. Wystarczy kliknąć i ma się: puzzle z
Michałem Żebrowskim, wygaszacz ekranu z Żebrowskim, tapetę na monitor komputera
z Żebrowskim. Są melodyjki do telefonów komórkowych z repertuaru ulubionych
muzyków i fragmenty ich utworów do skopiowania.
O Pazurze każdy może
Popularność można mierzyć sprzedażą książek i
biletów na koncerty, ale także liczbą internetowych stron. Jednak panowanie nad
własnym wizerunkiem w Internecie to złudzenie, np. Andrzej Sapkowski ma takich,
konkurujących ze sobą stron, co najmniej trzy.
O Pazurze każdy może
- Każdy może założyć stronę www.sapkowski.pl
albo www.pazura.pl - wyjaśnia Maciej Koszycki, szef firmy internetowej, która
zajmuje się produkcją stron. - Wystarczy złożyć wniosek o przyznanie takiego
adresu i umotywować go, na przykład, że jest się fanem. Wnioski zatwierdza
Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa w Warszawie.
Trzeba zapłacić za adres jednorazowo od 150 do 350
zł, za jego utrzymanie rocznie od 150 do 350 zł i za wykupienie miejsca na
serwerze - od 400 do 3000 zł za dwa lata. Ale ci, którzy zamieszczają strony na
bezpłatnych serwerach, nie muszą ani płacić, ani nawet składać wniosku. Artyści,
którzy poczują się dotknięci, mają tylko jedno wyjście - proces sądowy o
naruszenie dóbr osobistych. Madonna, której nie podobała się witryna
www.madonna.com, wygrała taki proces kilka lat temu. W Polsce na razie nikt się
nie procesuje. Zresztą, nawet gdyby wygrał, wystarczyłaby zmiana nazwy z
www.pazura.pl na np. www.fanclubpazura.pl i wtedy w sądzie nic się nie wskóra.
Można iść śladem Krystyny Jandy, która dwa lata temu zakładając swoją stronę, po
prostu wykupiła najważniejsze adresy ze swoim nazwiskiem.
- Nic nie pomogą zakazy ani nerwy - ocenia
Katarzyna Groniec, której można współczuć z powodu założonej przez kogoś
kiczowatej strony. Na czarno-czerwonym tle fruwa biała gołębica. - Nie sadzę,
żeby mi to zaszkodziło. Wiadomo, taka jest estetyka nastolatków. Jedyne, co
muszę zrobić, to odpowiedzieć oficjalną, świetną stroną i pewnie to zrobię.
Na stronie www.pasikowski.prv.pl jej założyciel,
Arek Zacharko, kryguje się we wstępniaku: "Mogłaby być dużo lepsza, ale nie
chciało mi się nad nią siedzieć". Wpisy w księdze gości uspokajają go, że jest
"zajebista". Arek przyznał się "Rzeczpospolitej":
- Niestety, nie mam kontaktu z panem Władysławem
Pasikowskim i sadzę, że nawet nie wie on o istnieniu mojej strony.
Wywalcie mi prawdę
Osobiste witryny to nie tylko sprzedaż
wizerunku i gadżetów. To także możliwość rozmowy z odbiorcami jak równy z
równym.
- Teraz mogę się porozumiewać z widzami
bezpośrednio, pomijając często naprawdę niewygodnego i męczącego pośrednika,
jakim jest prasa - wyjaśnia "Rzeczpospolitej" Krystyna Janda.
Internet jest banalnie łatwą drogą komunikacji:
"kilka minut łączności i... o Boże, ja się skontaktowałam z kobietą, która jest
moim życiowym wzorcem!!! Tak mało wysiłku, kurczę, jak mnie to kopnęło..." -
podnieca się jej wielbicielka, która dostała od aktorki podziękowanie za list.
Oko w oko nie tak łatwo byłoby wykrztusić do Anny Marii Jopek: "Powiem krótko:
Kocham Panią". Ale Internet likwiduje dystans i śmiało można wyznać piosenkarce:
"nie przypuszczałam, że Pani muzycy są tak przystojni, więc jeśli któryś byłby
zainteresowany, to... Maria" ("No, no, Pani Mario, radzę uważać z tymi ofertami,
bo nasi Panowie Muzycy są nieustannie zainteresowani" - ostrzega Anna Maria
Jopek). Artyści widzą w tego typu rozmowie szansę na dowiedzenie się prawdy o
tym, jak są widziani, czym zachwycają, czym drażnią. Nie wystarcza im dialog z
publicznością na autorskich spotkaniach. To jedna z najsilniejszych motywacji,
żeby stworzyć swoją witrynę.
- Ludzie są nieszczerzy. A może dobrze wychowani? -
ubolewa Artur Barciś. - A ja chcę, żeby wywalili mi prawdę o mnie.
To paradoks, że twórcy liczą na nawiązanie
prawdziwych relacji i znalezienie prawdy o sobie w nieprawdziwym świecie.
Jolanta
Zarembina