|
| O artykule |
Autor:
gsh Kurier Lubelski
Data:
17.05.2002, 7:48
Zmiany:
brak
Czytane:
1694x
Komentarzy:
0 [sprawdź] |
|
|
|
Strzały do prymasa |
|
Amatorscy twórcy gier nie muszą przestrzegać norm obyczajowych. Często
zdarza się więc, że ich dzieła balansują na granicy dobrego smaku. Co gorsza,
tego typu produkcje są masowo dostępne w Internecie...
Nie trzeba szukać daleko, by znaleźć przykłady. Polscy programiści w
specyficzny sposób demonstrują swoje podejście do Kościoła. Poważną (i swego
czasu rozchwytywaną) produkcją jest przygodówka Operacja Glemp: naszym celem
jest ucieczka z kurii, w której zostaliśmy zamknięci w celi. Na drodze staną nam
m.in. Klerokop (odmiana Robocopa), "faszysta Jankowski", Lech Wałęsa (gdy gra
powstawała był prezydentem), a nawet sam prymas Glemp. Jak nietrudno się
domyślić, wszystkich trzeba zgładzić. Kuria pełna jest niebezpieczeństw:
wystarczy jedna nieprzemyślana czynność i giniemy (albo dzieje się z nami coś
jeszcze gorszego; paradowanie po kurii w samych kąpielówkach prowokuje księży
gejów...). W końcu uciekamy bogatsi o mnóstwo przeżyć, pieniądze wydrenowane z
sejfów oraz luksusowego mercedesa (na parkingu pozostaje nowiutkie porsche -
szkoda), zostawiając na miejscu zsabotowany reaktor... Postać prymasa
wykorzystywana jest nad wyraz chętnie. Prosta, skonstruowana we Flashu gra
Ustrzel sobie Glempa pozwala (jak sama nazwa wskazuje) na potraktowanie
kardynała z broni ostrej. Przy okazji kulkę zarobić mogą także prezydent RP
Aleksander Kwaśniewski, Marian Krzaklewski czy Andrzej Lepper (w towarzystwie
znalazła się też wściekła krowa). Muzyczka przygrywająca w tle jest bardzo
przyjemna i wesoła. Autorzy raz po raz proponują ponowną grę. Ciekawostką jest
fakt, że wiadomość o każdej rozgrywce (która kończy się wraz z trafieniem
prymasa) wysyłana jest e-mailem do Episkopatu Polski. Ekologia - ważna
sprawa W niektórych kręgach rekordy popularności bije Ganja Farmer. Zadanie
postawione przed graczem jest proste - za wszelką cenę powstrzymać zakusy sił
rządowych, dążących do zlikwidowania ukochanego pola obsadzonego konopiami
indyjskimi. Wojsko atakuje nas z powietrza wszelkimi rodzajami broni i maszyn
(zrzucając dywanowe desanty, bomby, a nawet stosując broń chemiczną). Walczymy
do ostatniego stojącego krzaczka, korzystając z coraz lepszych broni. Warto
jednak pamiętać, że nie zawsze przemoc jest najlepszym rozwiązaniem;
pozostawiony samemu sobie bohater odpoczywa na dachu VW "ogórka" przypalając
sobie (i dostaje za to sporo punktów). Warto w tej grze zwrócić uwagę na
odwołania do charakterystycznych elementów kultury dzieci-kwiatów z czasów wojny
w Wietnamie. Doskonały jest podkład dźwiękowy - chwilami można przysiąc, że to
sam mistrz Bob Marley podśpiewuje Don't take my ganja! :) Dla miłośników
przyrody przygotowano także inną gratkę: symulator uprawy marihuany (Highgrow).
Wybieramy nasionka, dbamy o odpowiednie warunki wegetacji (np. ustawiamy lampy,
regulujemy ich odległość od krzaczków etc.), a nasza wirtualna roślinka
odwdzięcza się rosnąc radośnie. Podobno oprócz typowo rozrywkowego aspektu
program ma także walory edukacyjne... :) Scenariusz z życia wzięty Często
zdarza się, że inspiracją stają się dla programistów prawdziwe wydarzenia. Seria
Pico (gry napisane we Flashu) zaczęła się od rozróby w szkole, gdzie
kierowaliśmy uczniem strzelającym z kałasznikowa. Potem pojawiła się wersja z
rosyjską ruletką (głowy dolatywały do ściany, krew zresztą też), by wreszcie
dojść do polowania na misia, który porwał dzieci i powoli eksterminuje je ze
swojej dwururki. Pełno jest gier, w których możemy wyżyć się na Bin Ladenie.
Scenariusz jest w zasadzie jednakowy: myszka służy do celowania i strzelania.
Zmieniają się tylko przeszkadzajki, którymi w zależności od gry mogą być
zakładnicy (Bin Laden uwielbia się nimi zasłaniać) lub nawet George W. Bush
Junior! Seks, seks,... SEKS!!! Amatorscy twórcy nie zapomnieli o seksie.
Bardzo często można spotkać poderotyzowane wersje znanych na całym świecie gier.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by pograć w Tetrisa, w którym rolę klocków pełnią
ciała damskie i męskie (oczywiście roznegliżowane). Ich liczbę zmniejszamy
ustawiając je w pozycji umożliwiającej spełnienie. Następuje wtedy szybka akcja,
licznik punktów się zwiększa - a my musimy kombinować, jak ułożyć następną
parę. Istnieje także figlarna wersja Arkanoida. Oprócz tego, że piłeczkę
zastąpił napalony dzikus, klocki to ponętne panienki, a przeszkadzajki zmieniły
się w wielkich mięśniaków gotowych obić nas za każdą próbę dobrania się do nich.
To naprawdę wciąga...
Skomentuj ten artykuł
Drukuj ten artykuł
|
Informacje opublikowane przez INTERNAUTÓW nie podlegają cenzurze. Właściciele i redakcja Roztocze Online (www.roztocze.net) nie odpowiadają za treść zamieszczonych materiałów, tekstów i komentarzy! Jeżeli zawartość nie jest sygnowana "Roztocze.net" lub "Roztocze Online" to głowna treść tej strony jest kopią znalezioną w sieci internet.
Kopie stron internetowych zamieszczane w serwisie roztocze.net są dokonywane za zgodą autorów lub właścicieli, serwis roztocze.net nie jest w żaden sposób związany z autorami takich strony i nie odpowiada za ich treść. |
dodaj komentarz |
|